Butterfly

Witam na moim blogu!

godz: 15:16 data: 2012.05.8
Majówka 2012

Dzień I
Skład: Anima & Ape
Cel: Albania
Termin: długi weekend
Budżet: 50 euro
Na początek opóźnienie, na szczęście nadrobione w wyniku wysokiej skuteczności zatrzymywania;) Postój w Brnie, tuląc się do przydrożnego kamienia.

Godzin snu: 0


Dzień II
Ciepło i sucho. Ape boli ząb, jednak wóda i szlugi doraźnie ratują sytuację. Świat dokoła śpi, ale nie dziwota skoro mamy 2.30. Ape niczym kombajn młóci słonecznika, więc przynajmniej coś się dzieje;) Same krakusy i warszawioki więc dłuższa posiadówa gwarantowana.
Mądrość ludowa głosi, iż z Albani to najprawdopodobniej wrócimy w pudełku po zapałkach, tak więc dalsza wyprawa zapewne zamknie się w planie "byle do przodu"
godz. 5.00 trzeba jednak było rozbić namiot i pójść spać. Już nie jest ani ciepło ani sucho.
godz. 5.20- zlokalizowałyśmy pierwszą menelnię. Robinson rozbił się w namiociku zaraz obok srajpola. On wiedział że nie będzie ani ciepło, ani sucho;/
godz 6.00 A może Robinson to ex autostopowicz, który też kiedyś przyjechał tu na stopa i utknął? 
godz.11.00 Oto spoglądam na chirurgische ambulanz w studenckiej przychodni we Wiedniu. Zastanawiamy się czy wyrwą Ape obie jedynki. Skąd nagle Wiedeń? Widocznie coś w nim ostatnio zostawiłam, lub los domaga się fotografii, których popełnienie uniemożliwiło utonięcie sprzętu w sadzawce pod parlamentem podczas wyprawy z Elą.
Otóż, gdy znużone i zmarznięte oswajałyśmy przydrożny kamień, ni stąd ni zowąd, zatrzymał się autobus wycieczkowy i zabrał nas do Wiednia. Po drodze nasłuchałam się opowieści przewodnika o winnicach czeskich, a na miejscu zapadła decyzja o znalezieniu Ape zębologa. Zagadnięta na ulicy Pani, tak głęboko przejęła się naszą sytuacją, że nie tylko znalazła adres czynnej w sobotę kliniki, ale zawiozła nas do niej własnym samochodem.
Mamy nadzieje, że rachunek nie przekroczy naszego budżetu bo przykro wracać do domu zanim wyprawa na dobre się rozpocznie.
godz. 13.00 Ape zmieściła się w budżecie! Zostawiła w tym luksusowym przybytku 47 euro i zęba sztuk 1, w zamian za co zębolog wyrywając jedna ręką, drugą głaskał swoją ofiarę po ramieniu. Ciekawe czy to standardowa procedura w Austrii??
Z Wiednia przyszło nam wywędrować na własnych zdeptanych podeszwach. Bilans trasy : 8 osób z ASR i 2 niezrzeszone. Ciekawostka: w wiedeńskim Mc'u serwują vege mac'a a shake kokosowy jest przesłodzony, a 10 osób na jednej stacji to nie tragedia. Postanowiłyśmy zdobyć nieco dobrej karmy i przepuścić przodem tych, dla których czas miał większe znaczenie (czyt. wszystkich) Mimo mniej dogodnej pozycji nie zakończyłyśmy dnia w planowanym obozie przejściowym. Wyprzedziłyśmy nawet część tych, którym wcześniej  ustąpiłyśmy.

Zabrał nas Markus- dźwiękowiec filmowy (domyślamy się o jakie filmy chodziło) o tonie głosu z którym czekałaby go świetlana kariera w sex-telefonie dla panów szukających urozmaicenia. Zawiózł nas na całkiem przytulny parking, gdzie zapragnął niestety spędzić z nami nieco więcej czasu, a najchętniej upić i niecnie wykorzystać Ape. Kilka ławek dalej krzątali się dwaj młodzieńcy przygotowując cobie barłogi. Nie było podstaw by zwątpić w ich polskie pochodzenie. Anima zawołała ich, a ci przyłączając się do posiadówy, wnet skutecznie przepłoszyli Markusa. Wraz z Polakami rozbiłyśmy obóz polowy pod grillem, zrelaksowałyśmy się na huśtawkach, a rano spożyliśmy wspólne rodzinne śniadanie [Szok! Kto wozi ze sobą słoiki z kiełbą, garnki, palnik... na stopa???]. Minęłyśmy ich jeszcze gdy szwędali się po zajeździe w okolicach Graz. Kolejnej dwójki ASR, napatoczonej zanim ruszyłysmy, podobnie jak pana, który tak lubił autostopowiczki, że nas do pracowniczej łazienki wpuścił, więcej nie widziałyśmy, ale przecież to już:

DZIEŃ III
eskapady. Nasz kolejny kierowca w młodości również jeździł stopem, ale chyba nie bardzo się w to zaangażował, gdyż wysadził nas na cudnej [z widokami] tym nie mniej pozbawionej perspektyw krainie, z której wnet ruszyłyśmy pieszo na nieodległą pumpę.
Stamtąd z parą Holenrdów pod Lublanę. Niestety wiadukt nader wcześnie skrył się w tunelu pozbawionym traktu spacerowego. Autostrada ogrodzona, więc jedyna szansa pozostała wspinaczka... Wspinaczka na wiadukt. Niestety w pełnym znaczeniu tego słowa. Okazało sie że jesteśmy na jakimś osiedlu podmiejskim. Na szczęście kierowca autobusu, z własnej inicjatywy zawiózł nas za darmo do centrum, nawet przekazując wytyczne dotyczące naszych skromnych osóbek zmiennikowi.

W Lublanie Ape poczęła ostro przejmować się rychło nadciągająca śmiercią. Wabik na kostuchę stanowił fakt nie wykupienia w Wiedniu recepty na antybiotyk. Rozpoczęły się poszukiwania dyżurnej lekarnej. Rzecz jasna, recepta austriacka nie jest akceptowana na Słowenii, toteż po dłuższym poszukiwaniu czynnej w niedzielę apteki, odesłano nas do szpitala, gdzie właśnie oczekuję na moją towarzyszkę, ubiegającą się o preskrypcję, czy inne licho.
Jeśli nie uda się jej załatwić, to jutro zawracamy do Polski i wodospady trafi szlag, jak załatwi, to się zobaczy. Zaczniemy polować.

DZIEŃ IV

Cały dzień zwiedzania, chociaż w sumie oceniam miasto na góra 5 godz. Przykuwamy uwagę na ulicach. Pan między garażami uparł gonił nas by spryskać nasze kwiaty odświeżaczem powietrza, a na squacie na Metelkowej przykleił sie do nas Macedończyk, któremu w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało, że nie znaleźliśmy żadnego wspólnego języka. I tak postanowił odprowadzić nas do domu. CDN


Komentuj(1)


godz: 12:01 data: 2012.04.27
Bałkany

No i stało się, serwery blogowe ruszyły pełną parą, akurat na okoliczność kolejnej karkołomnej eskapady. Anima i Ape mocno uderzyły się w główki w wyniku czego ich instynkt samozachowawczy doznał chwilowego paraliżu, a czort skryty za firanka przypomniał o schowanym w kieszeni bilecie in blanco. 

Zakłady co do dnia, gdy się doigrają ruszyły. Pogoda chwilowo się zlitowała. Za godzinę dziewczęta spowije ołowiowa mgiełka unosząca się niby jakiś  transcendentny byt nad falującą w oczach nitką szosy.
Ape pozbierała informacje: prawo zwyczajowe, zakaz przebywania poza domem dla kobiet po 22 [to trochę słabo, gdyż niestety nie udało im się znaleźć noclegów], no i dzikie psy polujące na ludzi... jednym słowem: dobrze, że się dłużej nad tym pomysłem nie zastanawiają, bo mogłoby nic z tego nie wyjść...

Tak czy inaczej, jeśli przeżyją, blog wzbogaci się o kolejne fotki... Miłej majówki moi kochani!!!


Komentuj(0)


godz: 11:10 data: 2012.02.23
Tęsknota za przestrzenią czyli powietrza brak...

No dobra, poniedziałek zakończył długą i mozolną przeprowadzkę z auli konferencyjnej do schowka na szczotki. Niczym przesiadka z Harley'a na komarka wywołało to mający długo się utrzymać gorzki posmak. Anima straciła zapał do wychodzenia dokądkolwiek, jak gdyby jej organizm z góry przyjął, że jak cię do karceru (okno nie podważa tej nomenklatury) wsadzili to po to byś tam siedział. Ale przecież nie ważne gdzie, ważne z kim... Co prawda aby jedna osoba mogła wejść, druga musi wyjść, jednak już 2 dnia wiedzeni wspólnym wrażeniem tymczasowości tej sytuacji utożsamianej z pobytem na karnej kolonii (tak tak, nadzieja umiera ostatnia) w rozmowie z Adzią wypłynął pomysł jej wprowadzki na "3", gdyż skoro kanciapa jest zdecydowanie za mała dla 2 osób, jest również za  zdecydowanie za mała dla osób 3. Semantyka dla laika pozostaje jednaka. 

Zabawnym pozostaje fakt, iż zmniejszenie powierzchni życiowej nie wpłynęło w jakiś drastyczny sposób na powierzchnię gościnną, której eksploatacja stała się jedynie zintensyfikowana i bardziej rozciągnięta w czasie. Radością napawa fakt odległości na jaką przerzucono mieszkańców 437. Fila 2 pokoje w lewo a resztę 2 pokoje w prawo- jakie to radośnie symboliczne;/ przynajmniej towarzystwo nie uległo zmianie. 


Komentuj(2)


godz: 21:59 data: 2012.02.15
437 pamiętamy;/

Miałam naprawdę silne postanowienie wstrzymania się od wpisów na blogu na jakiś czas, głównie z takiej oto przyczyny, iz miał to być blog optymistyczny i budujący. Niestety selekcja danych wychodzi Animie nie najlepiej.
Tegoroczne walenie tynków zapisało się czarną plamą w poczcie świąt niepolskich. Samo wezwanie do administracji nie wróży niczego dobrego. Powitanie informacją, że decyzje zostały już podjęte tym bardziej.
Otóż tegoroczne walentynki zakończą historię pokoju 347. Pokój musi zostać rozbity. Dlaczego? Bo tak.

Komentuj(1)


godz: 17:47 data: 2012.01.28
No i się zaczęło...

No i się zaczęło. Idzie wiosna. Bociany wracają. W przeciągu miesiąca Animka została powiadomiona o 4 ciążach wśród (częściowo młodszych) koleżanek i jednym porodzie. Płodny rok się zaczął. Ale odkąd wchodząc do własnego pokoju natrafiła na bezczeszczącą jej łóżko parę, która w dodatku pozostawiła na kocyku zużyty pokrowiec na ku*** przepraszam, na członek męski, odkąd w szufladzie pod łóżkiem znalazła kolejną zużytą gumę do której dla odmiany nikt przyznać się nie poczuwał, nie dziwi jej już niemal nic. Jest chuć, jest przyrost masy, i wyż demograficzny w perspektywie. Dobrze, będzie komu robić na jej emeryturę;)

Komentuj(1)


godz: 20:34 data: 2012.01.12
Dzień hate'owania

Dzień dzisiejszy zrzęda spod okna ogłosił wszem i wobec dniem hate'owania. Z jakiejż to okazji? A z takiej , że kobiety są złe. Podążając dalej tym samym tokiem rozumowania, skoro faceci nie są ani odrobinę lepsi, Anima dołączyła się do obchodów hate'ując dla odmiany tą drugą część społeczeństwa. 
Najwyraźniej w miasto poszła fama, gdyż popołudniową porą pod oknem znanego blogoczytaczom skądinąd pokoju przemaszerowała hate'ująca manifestacja mundurowych.
Wieczorem z kolei na śpiewanie zebrało się całorocznemu hate'rowi wszystkiego i wszystkich. 

Skąd w tych ludziach tyle wrogości? Pewnie stresują się końcem nadciągającym świata. A może to grasujący po akademikach ksiądz, w trakcie wizyty duszpasterskiej rozsiewa to ziarno niezgody? Ja nie wiem. Na chwilę obecną mogę wyznać swój grzech w postaci robienia wam niedobrze za sprawą słowa "hate'ować", którego nigdy nie użyłabym na blogu takiego importowanego dziwadła, gdyby nie bombardował mnie nim od godzin kilku trol spod okna... No to Ciemno już noc nadchodzi głucha, a wraz z nocą koniec tego dnia, po którym znów wszystko stanie się piękne i kolorowe i nikt nikogo za nic nie lubić nie będzie;) 



Komentuj(1)


godz: 13:39 data: 2011.12.28
silencium sacrum cz.4

[...]
-Jak mam to rozumieć panienko?- zaśmiał się Detal sącząc z wolna chłodnego browarka
-Zarabiam na ulicy w czasie gdy ty przepijasz nasze ostatnie pieniądze
-Ach to... Dostałem w zamian za pomoc w rozładunku dostawczaka
-Zmarnowałeś swoje 1 życzenie na piwo?
-Nie do końca- sprostował spokojnie- Życzenia miałem 2. Wziąłem tez dla ciebie.
-Niepoważny jestes?
-Poza tym za rogiem czeka obiad...
Anima zerwała się jak poparzona. Odtrzymawszy swoje piwo postawiła je obok zawszonego śpiworka i rzuciwszy " Hasta la vista baby" oddaliła się z przyjacielem.
-za kilka godzin zacznie się ściemniać-  zagadnęła sama do siebie gdzieś między 5 frytką a łykiem soku
-Jak już siedziałaś z tą grandą robiąc konkurencję rumunom, mogłaś chociaż spytac czy gdzies w okolicy nie znajdzie sie jakiś squat
-A no mogłam
-to czemu tego nie zrobiłaś?
-Bo zamierzam tam wrócić i zarobić dopóki nie wymyślę co dalej.
Wydurnianiem na ulicy można zdobyc środki niezbędne by przetrwać do następnego ranka. To wystarcza. Może przy odrobinie szczęścia uda sie nawet zaoszczędzić na jakiś środek odrobaczający? Niewątpliwą ciekawostką okazała się rozmowa z Bestią, dotychczas najbardziej zdystansowanym do nowych znajomych, w której prezentował się jako człowiek wysoce oczytany. Wyraźnie odstawał od pozostałych Timiego i Dzikusia o IQ zbliżonym do pH ich jamy ustnej i sporym poczuciu humoru. Taak,odpowiedni ludzie na właściwym stanowisku. Główną ich rozrywką było naprzemienne zachodzenie za żywopłot i spożywanie szato de jabol okraszone przedszkolnymi piosenkami.

Przedsiębiorcze dziewcze to szybko zwracająca się inwestycja. Wnet uznała, że za zrobienie sobie zdjęcia nalezy się jej zapłata. Wszakże ludzie zwykli wyżej cenić to, co wymaga od nich nakładu finansowego. To dowartościowuje. Trafił się nawet jeden starszy Niemiec , który (jesli ufać tłumaczeniom Detala, albowiem osobiście nie znała języka wschodnich sąsiadów) był skory błysnąć gotówką w zamian za pozowanie do obrazu. Oferowana kwota była wyjątkowo zachęcająca. ?Nie ulegało wątpliwości , że jeszcze niejednokrotkie pożałuje swojej decyzji, mimo to subtelnie, jak miała w zwyczaju, odmówiła.

-Pan wybaczy. Nie jestem dziwką
-Cóż, nikt nie jest doskonały. Może jednak się zastanowisz?
-Pozałabym panu swój numer, ale nie byłam w obozie.
-Jak mam mu to przetłumaczyć?- zakłopotał sie Detal
-Najlepiej wielkimi literami tak aby dotarło. Nie jestem na sprzedaż. Przynajmniej na chwilę obecną- gdy starszy pan zniknął już w tłumie Anima spytała urażona- Dlaczego nie przetłumaczyłeś mu mych słów?
-przetłumaczyłem
-generalnie rzecz biorąc języki obce są mi obce, ale nie do tego stopnia
-nie chciałem go urazić.
-A obrażanie mnie jest OK? Gdybym ja chciała być nieuprzejma zaczęłabym od rzymskiego powitania i odśpiewania hymnu III Rzeszy
-Od kiedy jesteś nacjonalistką?
-Nie jestem, ale nie będzie się do mnie jakiś czerstwy gestapowiec ślinił jak szczerbaty do suchara.


Komentuj(1)


godz: 22:14 data: 2011.12.26
Silencium sacrum cz.3

Dzień I 

-Obudź się- szepneła potrząsając ramieniem Detala
Uchylił powieki. Nie był jednak pewien w jakim stopniu otaczający go świat to jawa, a jaka jego część wciąz jest snem

-Anima?-spytał wpół przytomny
-Nie. Święty mikołaj
-Dziękuję- wydukał uświadomiwszy sobie, że ta pobudka jest na serio
-Za co? Budzi się w tobie masohista?
-Dziękuję, że jesteś- szepnał na ucho lekko ją przytulając
-Hola! Huston mamy problem! Kim jesteś i co zrobiłeś z Detalem??
-Poprostu coś mi sie śniło...
-To niech ci sie więcej nie śni. To, że śpimy w jednym łóżku nie uprawnia cie do takich czułośći!
-śniło mi się, że uciekłaś
-To realne, możliwe a nawet prawdopodobne, z tym, że ciebie łosiu zabieram ze sobą
-uciekłaś ode mnie- dopowiedział zmieszany
-Widocznie miałam powody
-nie sądzę- orzekł bez przekonania.
Więc możesz tylko śnic o tym, że sie mnie tak łatwo pozbędziesz- zachichiotała.
-Która właściwie godzina?
-Nieprzyzwoicie wczesna. Przy odrobinie szczęścia zdążymy.
-Na co?
-Przemknąc na bocznicę
-A cóż takiego tam jest?
-Nasza stara nowa bryka. Musimy tylko znaleźć odpowiedni wagon, który jedzie gdzieś dalej w najbliższym czasie no i nie ma wielkiego Z wymalowanego na karoserii
-"Z" jak Zorro;)
-Nie łosiu. "Z" jak złomowanie. Mam nadzieje że etykietki nie będą zamazane.
-A SOK-iści nieuzbrojeni. To ryzykowne!
-Ale nie niemożliwe. Prawda?

Zbudził go hałas normalny na dworcu o tej porze. "Ta pora"- która to właściwie godzina?
-Myślę, że zmuszona będę pana wyprosić- burkneła wchodząc do przedziału sprzątaczka- Pociąg dalej nie jedzie. 
-Widziała pani koleżankę, która ze mną przyjechała?
-Nie zawracaj mi pan głowy! Ja tu tylko sprzątam. 

Zebrawszy swoje rzeczy wysiadł i rozejrzał sie po peronie. Niewiele brakło by uwierzył w pomysł z bocznicą. Gdy okazał się żartem jego niechęć do wyprawy nieco zelżała i teraz był gotów przywitać poranek pełen sił i radosnego oczekiwania. Lekkim cieniem kładła się niestety na tej radości poranka nieobecność towarzyszki.

Dostrzegł ją po dłuższej chwili. Siedziała po turecku na żółtym słupku cumowniczym, będąc jednocześnie gdzies gdzie nawet jemu nie wolno było sie wedrzeć.Obserwowała dryfujące po powierzchni śnięte ryby pozornie nie zwracając na niego uwagi.
-Titanic zatonął, ale to było dawno. Nie warto już z tego powodu rozpaczać. Mówiłem ci kiedyś, że egzystencjalne przemyslenia na czczo szkodza?
-To nie myśl bo się zmęczysz.
-Spójrż na nas. Pesymista uznałby, że gorzej byc nie może, a przeciez tyle jeszcze możemy spieprzyć.Postaramy sie trochę to niebawem sięgniemy dna, by wreszcie mieć się od czego odbić. Sama nieustannie to powtarzasz.
- Nie pójdę w zaparte.
-Jakoś to będzie- skwitował już mniej entuzjastycznie
-Wyryj to jako epitafiumdla nas obojga...
Podając dziewczynie sweter dostrzegł w jej dłoni zmiętą kartkę. Dość zręcznym ruchem wyrwał ją.
-Co to u licha jest?
-celuloza
-a na celulozie?
Przeczytawszy ponownie zmiął i rzucił daleko w zgniło zielonkawą toń, gdzie nie nadawszy nawet pierwszego SOS poszła na dno.
-Cóżeś uczynił? Toż to moja własnośc była- spytała głosem wypranym z emocji.
-Jaka tam własność? Makulatura. Na ostateczne rozwiązania przyjdzie czas. Ale jeszcze nie teraz.
-Rozumiem że ten papierek- pomachała mu przed nosem przedostatnia dyszką- także nam się nie przyda?
-Ten to zupełnie co innego
-Oczywiście, gdyż tego nie dostaniesz cwaniaczku- krzykneła i pognała, wirując wraz z liśćmi na wietrze tam gdzie zmartwienia rozbijaja się o brzeg wraz z niosącymi je falami.

Słońce nieśmiało przebijało sie przez chmury. Po promenadzie ludzie dreptali we wszyskich kierunkach, chaotycznie wpadając na siebie raz po raz.Nad glowami rozkrzyczane mewy, zanieczyszczając stojące na pobliskim parkingu auta i przyczepy campingowe,wyzwalały w kierowcach najdziksze instynkty. W przesyconym jodem powietrzu unosił sie swąd nieświeżej ryby i przepalonego oleju. Stragany, mimo dogorywającego sezonu, kusiły obfitością pamiątek ściśle związanych z morzem (bynajmniej nie lokalnym) tudzież stanowiących końcowe ogniwa bardzo luźnych ciągów skojarzeń: Morze-> rybka->a może rybkę-> a może kawior->jaja->ale jaja! Kaszub ze Śląska sprzedaje oscypki...

Świat, który pobudza zmysły (do ucieczki)...

Pod ścianą jednego z droższych tu butików  zainstalowała się abstrakcja nie rozpieszczająca ani węchu ani wzroku. Ech ta współczesna sztuka. Jedni ją kochają, inni nienawidzą,przy czym każde z powyższych uczuć wynika z głębokiego braku zrozumienia treści jaką z sobą niesie. Tak silny kontrast, że nie sposób było przejść obok obojetnie lub bez choć najdrobniejszego uśmiechu na twarzy. najrozmaitsze bywały to uśmiechy: szczere, złośliwe, wyrażające ciepło życzliwego serca lub chłód manifestowanej ignorancji. Na rozłożonym wzdłóz chodnika śpiworze zasiadało trzech umorusanych kolesi. Przed nimi stały metalowe puszki po kleju czy innej równie wyskokowej, dziurawiacej mózg substancji służące za bębny. Wokal za to przybliżał nam opowieść o huliganie z tłustą plamą na krawacie, przykrótkich portasach i zadługiej marynarce. Pełna harmonia relacji formy do treści. Napis niedbale skreśnony na skrawku kartonu głosił "Lepiej nam daj na jabola zamiast księdzu na merola". Mało oryginalne, ale przynajmniej szczere- pomyślała Anima przysiadłwszy na ławeczce z zaciekawieniem własciwym małym dzieciom śledzac ich poczynania. Detal gdzieś się aktualnie zapodział, rozkoszowała się więc słodką bezczynnością. Jeden z grajków także zniknął z pola widzenia. Po chwili zjawił się z bukiecikiem zszabrowanym najprawdopodobniej z pobliskiego klombu.
-Od najbardziej utalentowanych artystów na wyspie dla najwierniejszej dziś a przy okazji urzekającej publiki- przysłodził kłaniając cię nisko
-Nie marnuj energii słodziutki, jestem spłukana bardziej niż wy. A jeśli jestem urzekająca w takim stopniu w jakim wy utalentowani...To za wysoki poziom abstrakcji. Ech, chciałam powiedzieć dzięki za kwiatki.
-Przyjemność po mojej stronie- odparł wyraźnie nie zrażony oschła reakcją- jesli spędzasz tu wakacje to raczej nie jesteś aż tak spłukana
-nie jestem na wakacjach
-jeśli chcesz możesz się do nas przyłączyć
-dzięki, ale poradzę sobie- odparła pragnąc by nowy znajomy oddalił się jak najprędzej zabierając ze sobą swoją landrynową woń.

Obserwacja zapełniającego się drobniakami zdezelowanego kapelusza z każdą minutą przełamywała niechęć. Zaczynała odczuwać dotkliwy głód, a w towarzystwie tej trójcy, jeśli nawet nie uda jej się zarobić, to bez wątpienia straci apetyt na kilka godzin. Oby tylko nie mieli pcheł czy innego paskudztwa...

-zmieniłam zdanie. Przydałoby mi się pare groszy...
-co w związku z tym?
-otrzymałam od kolegi ofertę... 
-oferta nieaktualna z racji odrzucenia przez szanowną panią- syknął niechętnie lider tegoż bandu-
To nie dla ciebie laleczko. Wracaj do rodziców.
-znaczy się mam usiąśc na przeciwko i zacząc robić wam konkurencję?
-Jaką znowu konkurencję?
-taką co ma w repertuarze więcej niż jedną piosenkę
-niech siada, bo się nie odczepi- wtrącił trzeci.


Komentuj(0)


godz: 19:07 data: 2011.12.26
Silencium sacrum cz.2

{...}Odprowadziwszy konia do stajni udała się do jadalni gdzie czekał na nią ciepły posiłek

-Przepraszam, ale doprawdy nie jestem głodna
-absolutnie nie zamierzam się gniewać- odrzekła Anna
-narobiła pani kłopotu karząc tak długo na siebie czekac
-uwierz mi, nic sie nie stało.
-Czy Detal już jadł?
-nie. Od razu chciał się położyc. Nieźle go urządziłaś;)
-sam się urządził. Chyba też powinnam pójśc spać
-jak uważasz... 

Z udawanym zmęczeniem powlekła się w kierunku "swego pokoju". Po chwili była gotowa do snu (przynajmniej sprawiała wrażenie gotowej). Zgasiwszy wszelkie światła usiadła w fotelu przy oknie. Z jakiegoś bliżej nieokreslonego powodu zbierało się jej na płacz. Chyba pierwszy raz w życiu czuła jak tego potrzebuje, jednak nie potrafiła uronić ani jednej łzy.  Spoglądała na pyzaty niczym dynia, jaśniejący na bezchmurnym niebie księzyc, niezmiennie od dzieciństwa przynoszący dziwny spokój i chwilowe zapomnienie strapionemu sercu. Niespodziewanie przez uchylone drzwi wkradła się nieproszona i niepożądana niczym złodziej smuga światła. Stąpając nie głośniej od polującego kota ktoś się zbliżał.

-Detal?- spytała oślepiona chwilowo blaskiem żarówki gdy nocny gość otworzywszy drzwi na oścież przystanał na wprost niej- Pani Anna... Cos się stało?
-Sprawdzałam czy śpisz.
-Oczywiście, już sie kładę- przepraszającym tonem zapewniła Anima
-Nie, nie o to chodzi. Chciałam z tobą porozmawiać.
-No tak... Gość jak ryba po 3 dniach zaczyna śmierdzieć. Prosze się nie martwić jutro z rana ruszamy w dalszą drogę.
-Skarbie- Anna zbliżyła się usiłując otulic ramieniem dziewczyne, ta jednak nie przywykła do podobnych czułości odsuneła się patrząc z wyrzutem co skłoniło Annę do cofnięcia ręki- przeciez mówiłam wam już, że wasza obecność jest mile widziana, i nie zamierzam wycofywać się z tej deklaracji. 
-W takim razie nie rozumiem 
-Jesteś inteligentną dziewczyną dlatego nie zamierzam owijać w bawełnę. Oczekuję odpowiedzi na pytanie "co się dzieje w twoim domu?".

Anima spoglądała od tego momentu na swoja gospodynię wzrokiem zwierzęcia zapędzonego w ślepy zaułek. to poddenerwowanie stało sie aż nazbyt wyraźne.

-A o czym tu opowiadać? Dom jak dom- rodzice, siostra- nic niezwykłego.
-Doskonale rozumiesz istotę mego pytania. Możliwe, że wśród znajomych nikt nie zauważa pewnych problemów- z wygody, ale mnie nie oszukasz. Jestem całkiem obcą osobą. nie wiem gdzie mieszkasz. Nie wiem o tobie nic. Co masz do stracenia?
-Przykro mi, musiała pani niewłaściwie zinterpretować któreś z moich słów lub zachowań. Ja naprawdę nie mam z czego sie zwierzać.
-Możesz iść w zaparte, ale pamiętaj, że usiłuję ci tylko pomóc. Czytam z ciebie jak z otwartej ksiązki. Nie chcę byś zniszczyła sobie życie jak setki tobie podobnych. Jeśli nikomu nie zaufasz, lub przynajmniej nie wyrzucisz tego z siebie pozwolisz by nawarstwaiające się problemy, niczym pasożyt, pożarły cię od śrotka
-Moje problemy są całkiem zwyczajne. Na chwile obecna świetnie sobie z nimi radzę.
-Szczerze wątpię. Radzić sobie i uciekać nie stanowią synonimów. Jesteś całkiem niezłą aktorką. Niestety krzywdzisz samą siebie. Gdybyś zmieniła zdanie odnośnie rozmowy, będę czekała w salonie.
-Szkoda fatygi. Nie zmienię.

Anima wskoczyła do łóżka o po same uszy nakryła sie kołdrą. Anna przysiadła obok. Mimo wyraźnej niechęci przytuliła ją szeptając do ucha - "Nie szkodzi. I tak zaczekam" i ucałowawszy w czoło wyszła zamykając za sobą drzwi. Możliwośc wygadania sie przed kims kto nie stanowił zagrożenia stannowiła ogromna pokusę. Zbyt mocno jednak obawiała się tego, że jeśli wygada się przed jedna osobą nie będzie zdolna kłamać przed wszystkimi pozostałymi. Nie chciała by Anna wykorzystała w jakikolwiek sposób powierzone jej informacje, nie chciała tez by zachowała je dla siebie. Sytuacja patowa. I chyba przede wszystkim obawiała sie próby udzielenia jej pomocy.


Detal oderwał ucho od ściany. Miotały nim mieszane uczucia, z jednej strony miał za złe Annie bezpośredniość, która postawiła jego przyjaciółke w tej niezręcznej sytuacji, z drugiej jednak strony wiedział jak trudno było domagac sie jakichkolwiek zwierzeń ze strony Animy, i wdzięczny był za to, że ktos wyręczył go w tym niewdzięcznym zadaniu. Delikatnie postawił stopy na puszystym dywanie. Nie zakładał butów by bezszelestnie minąwszy pokój Animy dogonić gospodynię. Niestety gdy zbliżał się do schodów usłyszał pełen wyrzutu szept
-a ty dokąd?- w ciemności nie widział nawet zarysu jej twarzy, jednak potrafił wyobrazić sobie wzrok jakim na niego spoglądała.
-do kuchni, po coś do picia.
-nieładnie jest podsłuchiwać- dodała wręczając mu szklankę wody po czym wróciła do pokoju.


O świcie zerwał sie czując dziwny niepokój. Wsunał głowę do pokoju Animy. Było w nim jeszcze dość ciemno, więc niewiele widział, prócz szpary w oknie i pustego fotela. Miał zamiar zejśc do salonu, jednak wewnętrzny głos wciąc bił na alarm. Podszedł do łóżka chcąc choćby przez chwilę popatrzeć na jej spokojną uśpioną twarz. Nie słyszał oddechu innego niż własny. Gwałtownym ruchem zerwał kołdrę okrywającą zwinięty koc.
Znowu to zrobiła- niemy krzyk przeszył jego głowę- uciekła. Zapomniawszy o wstydzie zalał sie łzami. Jesli cos jej sie stanie nigdy sobie tego nie wybaczę.

Anna wraz z mężem stała w drzwiach. Własnie docierało do niej co zaszło i kto naprawde jest temu winien...


Komentuj(0)


godz: 18:27 data: 2011.12.26
silencium sacrum


Zapoznaj sie z zapiskami dziewczynki z zapałkami gdyż osiagnęła biegłość w wyznaniach na odległość... 
[...]
... stał wiec przede mną oczekując wyjaśnień mego zachowania w ostatnim czasie... - zamierzam napisać ksiazkę...-wydukalam. nie spojrzałam przy tym na niego bojąc sie że ma dokładnie taką mine jaką ja bym miała gdyby ktoś podobny do mnie powiedział ,że myśli o napisaniu książki..

To by było na tyle jeśli chodzi o anegdotkę na początek- tylko nie przełączajcie kanału jak na familiadzie;p Przyda sie krótkie wyjasnienie- słowa, które jesli wystarczy tobie drogi blogoczytaczu zapału, przeczytasz za chwilę powstały w skutek rozpoczęcia sezonu martwego dla autostopowiczów, co z kolei skłoniło autorke tegoż bloga do podróży sentymentalnej, podczas której z jednej z szuflad wyskoczyła głęboko poruszona ignorancją opowieść. Otrzepawszy się z kurzu poprosiła z wyrzutem by zakończyc jej udrękę i pozwolić żyć lub dobić to co sobą reprezentuje. 
Zgodnie z życzeniem wystawiam ja w chwili obecnej pod osąd publiczny a co dalej? Czas pokaże.

Aby nie było wątpliwości. Bohaterkę otrzymała imię Anima tylko i wyłącznie dlatego, że autorka nie grzeszy kreatywnością, w związku z czym wszystkie swoje bohaterki nazywa tak samo.
Postacie i zdarzenia sa fikcyjne ble ble ble...

ps. Pozdrawiam trzech bezdomnych cwaniaczków ze świnoujścia którzy podrzucili mi pomysł w pamiętne wakacje 2005;)
 

Rozdział I „ONA”

"One way ticket..." melodia płynąc z głośników kaleczyła uszy zwłaszcza, iż coś strasznie zakłócało odbiór i zgrzyty niemalże uniemożliwiały identyfikację poszczególnych dźwięków. W pokoju panował mrok. Na podłodze siedziała ONA, wpatrując sie w trzeszczącą skrzynkę. Dom spał. Zdawało jej sie, że czuje jak spokojnie oddycha. Przez chwile prawie uwierzyła, że mogłaby tu być szczęśliwa. Przez chwile chciała narzucić na siebie poważnie sfatygowany, wełniany koc, w niegdyś błękitno-żółtą kratę, i zasnąć. Po upływie tej właśnie chwili usłyszała warkot parkującego pod domem samochodu. Drzwi trzasnęły. Auto odjechało. Klamka ustąpiła. Zawiasy zatrzeszczały. Rzucony na komodę pęk kluczy, nie opanowawszy jeszcze dostatecznie sztuki latania, z łomotem wylądował na podłodze. Sielanka sie skończyła. Drapieżnik złapał trop... "Nikt sie nigdy nie dowie. To musi pozostać tajemnicą" - zaklęcia, którymi przesiąknięte były ściany jej pokoju - "Nikt nie może poznać prawdy. Milczenie jest złotem..." Na schodach rozbrzmiały stawiane ciężko i najwyraźniej z niemałym trudem kroki. Instynkt samozachowawczy wziął górę. Chwyciła plecak i rzuciła sie w stronę okna...
Rozdział II- "ON"
Detal ślęczał nad kolejną, jak zwykle niespotykanie wciągającą powieścią Joe Alexa. Nie tak bystremu, jak mogłoby sie wydawać, mordercy zaciskała sie pętla na gardle. Czytelnik luzował koszulę pod szyją. Pot zraszał czoło osaczonego. Po ściankach kubka z mrożoną kawą nieśmiało spływały przejrzyste kropelki. Latarnia za oknem naprzemiennie to świeciła jasnym blaskiem, to znów gasła. Bezdomny pies pogonił kota sąsiadów. Ciche pukanie sprawiło, że po plecach Detala przeszły ciarki. Otworzył drzwi nie pytając "kto tam?". Podobne uprzejmości uważał za pretensjonalne i całkowicie zbędne z punktu widzenia pragmatyka, jakim pragnął sie mienić... Stała w progu. Włosy oblepiały jej twarz .Była wycieńczona. Najwyraźniej przybiegła.
- Czymże zasłużyłem na to niebywałe wyróżnienie, by anioł zstąpił z niebios i nawiedził mnie tej nocy? - zaśmiał się wiedząc jak teatralnie zabrzmiało to w jego ustach.
- Nie błaznuj! To do ciebie nie pasuje. Mogę wejść do środka? Czy mam zapuścić korzenie?
- Zapraszam...Wszystkie gorące nastolatki są tu mile widziane...
- Zaraz ochłonę - sapnęła podnosząc do ust kubek z beżowym płynem- Jak możesz pić to paskudztwo?! Nawyk z rodzimej planety? Daj coś normalnego! - podniosła wzrok na butelkę soku podawaną w tym momencie przez Detala
- Zawsze to samo... Powtarzasz sie jak zdarta płyta. Piję co lubię... Wiesz chyba gdzie jest lodówka? Jeśli przyszłaś żeby przenocować to zaściel sobie wyrko bo zamierzam jeszcze poczytać, a swoją drogą, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że odstraszasz mi panienki. To twoje "pojawiam się i znikam..." Jak tu którąś zaprosić? Koszmarnie by sie zdziwiła gdybyś w środku nocy wpakowała się nam do łóżka... 

  -To zapraszaj takie, które lubią wielokąty... O ile znajdziesz jakąś, która cię zechce...Chrapiesz i kopiesz we śnie.
-Przecież mi nie można sie oprzeć;)   - Nigdzie się nie wybieram.
- Tobie czy o ciebie? Nie ważne... Pakuj się!
-Ale ja sie nigdzie nie wybieram.
- Tak ci się tylko wydaje- burknęła zatrzaskując mu przed nosem niedoczytaną książkę...
-Co ci chodzi po głowie?
-To nieistotne. Przecież i tak nie jesteś zdolny mi odmówić...
-Chyba żartujesz?!
- A wyglądam jakby mi było do śmiechu?

-Wyczerpałaś już inne możliwości?
-To koniec. Finita la commedia...
-Aż tak źle?
-Gdybym miała konika byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie, ale jak wiesz, nie mam...
-Obrałaś jakiś konkretny cel?
-Od jutra ja będę celem samym w sobie.
-Dlaczego dopiero od jutra?
-Wyruszamy o świcie...
Znała go dostatecznie dobrze by przewidzieć twierdzącą odpowiedź. Na jego szczęście wyrażoną jedynie skinieniem głowy. Przez chwilę skupiła uwagę na migającej za oknem latarni. Detal stanął za nią. Objął w talii. Zdecydowanym ruchem przyciągnął do siebie i mocno przytulił

Rozdział III „Dzień zerowy”
-pobudka! Wstać! Koniom wody dać! Obudź się, już czas- wyrwał go ze snu zdecydowany głos
-która godzina?
-wczesna
-to po co mnie budzisz kobieto?
-żeby ci w życiu za dobrze nie było- zaśmiała się-wiesz przecież, że kto rano wstaje…
-temu się powieki kleją!
-Zwlecz swe szanowne zwłoki z łóżeczka bo czeka nas ciekawa wycieczka.
-a jak już wstanę,
co w zamian dostanę?
  -dostaniesz jak nie wstaniesz: kuksańca w bok i kopniaka w krok!
-oki, Oki. Już zwlekam zwłoki.
-zrobiłabym ci grzanki…
  -obiecanki-cacanki
-zasadził ci ktoś kiedyś glana między oczy w taki poranek uroczy?
-jeszcze nie.
-to pilnuj się!
Anima, prowadząc politykę forso zachowawczą zdecydowała, że najlepiej będzie podróżować auto-stopem. Zatrzymała pierwszą z brzegu ciężarówkę. Kierowca był dziwny. Miły, ale nie zapytał nawet dokąd zmierzają. Jakby to było oczywiste. Rozmowa się nie kleiła. Anima zasnęła wtulona w Detala, a ten po chwili również odpłynął…
-gdzie ja…? – zapytała zerwawszy się w obcym pokoju, w obcym łóżku, sama.
-W moim domu- zachichotał głos w drzwiach- twój przyjaciel śpi tuz za ścianą.
-gdzie moje rzeczy?
-bez obaw. Wszystko na swoim miejscu.
-jak się tu znalazłam?
-Spałaś tak słodko, że razem z mężem zdecydowaliśmy się przenieść cię do pokoju gościnnego. Mniemam, iż zostaniecie na dłużej?
-nie sądzę. To znaczy nie chcielibyśmy się narzucać.
-nie istnieje nawet taka możliwość… Wasze towarzystwo przysporzy nam wiele radości- uśmiechnęła się, tytułem potwierdzenia, a odchodząc dodała- ubierz się i zejdź na śniadanie.
-Dziwne… zadumała się nad wymijającą odpowiedzią, jednak posłusznie zaczęła się ubierać.
Jadalnia znajdowała się w południowej części domu. Przynajmniej takie wrażenie odniosła Anima i utwierdziła się w nim ujrzawszy słońce które właśnie nieśmiało wdzierało się do środka przez pryzmat oszklonej ściany. Mieszkańcy dzielili tą przestrzeń z ogromna ilością kwiatów, począwszy od pospolitych pelargonii, których specyficzną woń równoważył łagodny aromat egzotycznych storczyków, kończąc na miniaturowej magnolii, zrzucającej już powoli, jakże bezwstydnie swe delikatne niczym muśnięcie wiatru kremowo-różowe odzienie wprost na gładką, niczym niezmącona taflę wody. Wzbudzały na niej fale, niczym miniaturowe sztormy, gasnące równie szybko, jak płomień zapałki nieosłoniętej przed wrogim podmuchem. Za ogromnymi, również szklanymi, otwartymi na oścież drzwiami roztaczał swe uroki ogród. Ogród bajkowy niemalże, bo zdobiony licznymi fontannami i rzeźbami. Ścieżki wyłożone kolorowymi kamieniami i szkiełkami wiły się, przeplatały, tworząc cudną mozaikę. W powietrzu unosił się słodki zapach suszącego się siana i konfitur stojących na okrągłym, dębowym stole, przy którym czekali już pogodni gospodarze tegoż raju.
-Widzę, że zauroczył cie nasz ogród?- rzekła łagodnym głosem pani domu.
-Podziwiam państwa. Doprawdy, wiele wysiłku musi kosztować utrzymanie czegoś takiego w nienagannym stanie.
-rzeczywiście… Usiądź i zjedz coś. Trzeba uzupełnić siły.
-a Detal?
-nie zje z nami. Jeszcze śpi.
Anima zasiadła w gustownym, wiklinowym fotelu. Nieśmiało wyciągnęła kromkę chleba z koszyczka, po czym zaczęła smarować ją dżemem, bardzo dużą ilością dżemu. 
-jestem Adam- zaczął gospodarz- a to moja żona Anna.
  -Anima. Miło mi.
-wiemy. Przedstawiłaś się już wczoraj.
-naprawdę? Nie przypominam sobie.
-nic dziwnego. Byłaś zaspana.
-spałaś jak dziecko- zaśmiał się Detal, który właśnie zajął miejsce za jej plecami…
Podczas, gdy wyłączyła się z rozmowy, mogła spojrzeć na całą sytuację nieco z boku. Potrafiła wyobrazić sobie rodzinę jaką dotychczas oglądała tylko w telewizji. Marzyła o takim życiu, a teraz zrozumiała, że to czego tak pragnęła nie było nawet w części tak doskonałe. Tylko gdzie tkwił haczyk?
-wszystko w porządku?- zaniepokoiła się Anna
-zamyśliłam się…
-wybacz ciekawość, ale można wiedzieć nad czym?
-raczej nie…
-rozumiem. Ostrzegam tylko, że zbyt głębokie przemyślenia przystoją filozofom i poetom… dla pozostałych ludzi mogą stanowić zagrożenie…
  -Anima zalicza się do obydwu bezpiecznych kategorii- wtrącił Detal- moglibyśmy przejść się po posiłku?
-ależ oczywiście. Oprowadzę was.

Anna cudownie opowiadała o każdej cząstce składowej swego otoczenia. Co kilka chwil przerywało jej spontaniczne „Jakie to cudowne!” wyrażające zachwyt Animy.
-wszędzie widzisz piękno- spostrzegła przewodniczka- To dobrze. Ludzie nie potrafią czerpać radości z rzeczy tak prostych…
-trzeba się cieszyć tym co jest dostępne… Inaczej wiecznie będziemy nieszczęśliwi.
-masz szczęście bo jesteś szczęśliwa, a jesteś szczęśliwa bo wierzysz w swoje szczęście
-wierzę, że wolę być niż mieć… ale wiem, że by być, muszę mieć… jakimś fuksem na razie dostaję od świata dość wiele by być… być szczęśliwą…
-niecodzienne podejście. A do czego dążysz? Bo to chyba niemożliwe byś nie chciała od życia niczego więcej?
-chcę sama decydować o sobie…
Detal spoglądał na tą scenę z niepokojem. Anima nigdy nie należała do osób przesadnie wylewnych… Nawet przed nim, czego był w pełni świadom, grała swoją rolę, ukrywając łagodniejsza stronę swej natury. I nagle, przed ta zupełnie obca kobietą, stoi jako mała, delikatna dziewczynka. Nie mógł w to uwierzyć. Czuł wręcz, że Anna podejrzanie szybko obłaskawia Animę. Czy zburzy mur, budowany przez nią na przestrzeni wielu lat? Jemu to się nie udało… Czy możliwe by tak łatwo oczarował ją ten świat dobroci i dostatku osadzony w scenerii całkiem nierealistycznej? Czy to jakaś obca istota nie nosząca w sobie bólu, który był dotychczas siłą zmuszającą do walki, choć nie chciała walczyć? Czy to kolejna manipulacja pozorami?
-czas na obiad- mruknął
-zwariowałeś? Dopiero skończyliśmy śniadanie!- zbulwersowała się
-jeszcze rosnę. Muszę dużo jeść.
- ty rośniesz? Chyba w szerz?
-zwyczajowo, zaczepna jak granat.
-spokojnie dzieciaki. Przecież się nie pali. Możemy spokojnie zjeść , a potem możecie pojeździć konno, jeśli chcecie oczywiście.
Zgodnie z  obietnicą natychmiast po skończonym  posiłku Anna zaprowadziła gości do stajni, bo ona, w otoczeniu prywatnego (co pozwoliła sobie wyraźnie podkreślić) parku zajmowała tyły domu.
-Potraficie jeździć konno?
-To mistrzyni-burknął   ironicznie
-pani pozwoli- wtrąciła się Anima- chętnie się przejadę
-chcesz skręcić kark?- Detal poważnie się zaniepokoił.
-pomóc ci osiodłać?- zainteresowała się Anna
-W żadnym wypadku. Ktoś kto nie radzi sobie z obsługa konia, nie zasługuje by na nim jeździć.
-profesjonalne podejście. W takim razie bawcie się dobrze.
-ja na pewno będę, a Detal… proponuję żeby  jeszcze pojadł… może mu coś urośnie… na przykład poczucie humoru.
Gdy Anima oddaliła się już, Anna  usiadłszy na drewnianym ogrodzeniu zwróciła się do Detala:
-Odjechała..
-trudno nie zauważyć. Co w związku z tym?
-możemy porozmawiać.
-o czym?
-o faktach. Przed czym uciekacie? Zapewne szuka was już policja.
-co pani przyszło do głowy?- krzyknął stylizując na gniew swój strach
-Ja tylko chcę wam pomóc. Nie jesteście przecież turystami. Trwa rok szkolny. Nikt nie rzuca wszystkiego bez powodu, poważnego powodu. Twoim powodem jest ona, a jej?
-o niczym nie będziemy rozmawiać, chyba że o pogodzie. Jeśli przysparzamy  problemów możemy się spakować i zniknąć. Nie szukamy kłopotów. Poradzimy sobie sami.
-niewykluczone, możliwe a nawet prawdopodobne… ale na jak długo? Nie można wiecznie uciekać.
-proszę wybaczyć, ale naprawdę  za daleko się pani posuwa. Niewątpliwie  jesteśmy winni wdzięczność za to co państwo dla nas robią, lecz będzie musiało wystarczyć wam „dziękuję”.
-rozumiem, że jej siniaki również  ci nie przeszkadzają?
-nigdy nie widziałem.
- wyglądasz i zgrywasz sie na bystrzaka a strasznie mało spostrzegawczy jesteś.
-nikt nie jest idealny…
-niewątpliwie… myślałeś o tym, ze prędzej czy później ona i tak będzie tam musiała wrócić?
-raczej później…
-skoro tak stawiasz sprawę, wieczorem porozmawiam z twoją przyjaciółką.
-odradzam
-boisz się czegoś?
-takie chwyty na mnie nie działają. Na nią także nie…
Wieczór zbliżał się wielkimi krokami. Słońce chyliło się ku zachodowi a Animy ciągle nie było. Detal zaczynał już się denerwować, czy oby nie miała jakiegoś wypadku i nie leży teraz w jakiejś dziurze niczym ruda siksa z zielonego wzgórza.
-nic jej  nie będzie- kojącym głosem rzuciła  Anna zbliżywszy się do ogrodzenia, na którym on właśnie przesiadywał- chyba domyślam się gdzie jest. Zanieśmy jej bluzę zanim się przeziębi.
-sam jej zaniosę. Powiedz tylko gdzie szukać.
-siedzi na powalonym drzewie nad stawem. Słyszałam tam rżenie Somniuma. To niedaleko. Zaczekam na was z kolacją.
Detal bez dalszej zwłoki pognał we wskazanym kierunku. Rzeczywiście, przywiązawszy konia do jednej z gałęzi  sama  bezmyślnie trącała patykiem dryfujące liście. Nie potrafił określić czy była smutna, szczęśliwa czy po prostu rozmyślała nad swą obecną sytuacją planując jednocześnie najbliższą przyszłość. Gdyby nie Somnium, który wyczuwszy intruza zaczął nerwowo parskać, stałby tak pewnie w nieskończoność  niezauważony, podziwiając urok skupienia towarzyszącego każdej spędzanej przez nią samotnie chwili. Niestety zwierze nie uznawało kompromisów. Dziewczyna podniosła wzrok. Nie mogąc już jednak dojrzeć twarzy swego obserwatora, z powodu zapadnięcia zmroku, sucho wypranym z emocji głosem spytała:
-czego się gapisz?
-martwiłem się…
-długo tak stoisz?
-nie. Właśnie przyszedłem. Słyszałem twego zwierzaka. Pomyślałem, że przyniosę coś do okrycia. Chłodno dziś.
Podszedł bliżej po chwiejącej się starej wierzbie próbował…  No właśnie… Chcieć nie zawsze znaczy móc. Buntujący się zmysł równowagi zafundował mu wieczorną kąpiel  w zimnej wodzie.
-łamaga- prychneła
-dziewczyno! Jak ty to robisz, że nawet się nie zachwiejesz?
-czy to nieudolna prośba o ratunek? Nie godzi przypadkiem w twoją męską dumę?
  Zachichotała, wstając bez najmniejszych problemów i wyciągając w jego kierunku kij dzierżony w dłoni. Detal, aczkolwiek niechętnie, przyjął pomoc. W ramach odwetu podjął próbę wciągnięcia towarzyszki  za sobą… Jednak ona przewidziawszy taki scenariusz wydarzeń w porę puściła patyk.
-tak się bawić nie będziemy… Za dobrze cię znam. Radź sobie  sam. Teraz twoja bluza na niewiele mi się zda- dodała, gdy Detal dogrzebał się już do brzegu- jeśli komuś obecnie grozi zaziębienie, to jesteś to ty.
  -Anima…
-czego (…) Sobie życzysz?
-nie podoba mi się tu…
-mnie wręcz przeciwnie, ale wiem co masz na myśli… Zbyt piękne by było prawdziwe…
-myślałem, że…
-nie rób ze mnie aż tak beznadziejnej idiotki. Trafiliśmy do chatki z piernika. Może nas utucza i zjedzą, no w twoim przypadku pójdzie gładziuchno … Albo we śnie pokroją  w kawałki a nasze narządy sprzedadzą na przeszczepy… Ale czy mamy wybór?
-tak ostrej wersji nawet ja nie zakładałem
-to po kiego grzyba  zawracasz mi głowę? Może po prostu są mili.
-i nieistotne , że pilnują nas na każdym kroku?
-zapewne założyli nam podsłuchy, a na każdym drzewie zamontowali kamery… Wielki brat patrzy… Nie popadajmy w paranoję. Nas jest dwoje. Ich jest dwoje. Szanse wyrównane. Chyba , że zawiadomili policję i starają się zyskać na czasie, ale wtedy już siedzielibyśmy w radiowozie.
-to kiedy pryskamy?
Ostatnie z pytań zbyła jednoznacznym spojrzeniem...

Komentuj(0)


godz: 00:04 data: 2011.12.14
Ułożony świat

Jaki dom najłatwiej utrzymać w ładzie i porządku? Pusty...

Podobnie bywa życiem. Animy życie przypomina pełen dom, zargacony, w którym wpadające o świcie przeszkloną ścianą światło rozprasza się na zawieszonym w powietrzu kurzu, mój dom jest poukładany odkąd zabrakło w nim serc i stóp mogących wzbijać pył z podłogi. W zasadzie nie wszystko stracone dotąd dokąd mam Animkę, jednak bywają dni, gdy nawet jej potrzebna jest chwila wytchnienia i zamyka się w swoim błogim świecie pełnym podróżniczych marzeń i wiary w bezpieczeństwo jakie dają jej przyjaciele.
Znalazłyśmy się na zbliżonej szerokości geograficznej, z tą różnicą, że podróżując po sinusoidzie ona ze łzami szczęścia właśnie jest w połowie drogi na szczyt, z którego ja, ze swym śmiechem przez łzy, właśnie zjeżdżam. 

Cieszę się rzecz jasna z jej sukcesów- z tego jak zaczyna ogarniać swój świat w miarę odcinania się od zewnętrza. Bierze się dziewucha za to co nieuniknione- nadrabianie zaległości. Aby zmyć ten niesmak pozostawiony przez powyższą autorefleksję opowiem Wam, zanim ruszy w kolejna podróż, kolejną radosna historię mojej ulubionej blogowej bohaterki. Tym razem z kategorii Święta polskie- Mikołajki;)

Animka, w tym roku wyjątkowo, zapałała ogromną chęcią usmiechnięcia tego dnia. Przygotowała dla każdego ze znajomych małą paczuszkę i przywdziała znalezioną na szafie czapkę Mikołaja (Mikołaj nie zgłosił sprzeciwu zapewne zapomniał już dawno o jej istnieniu) i ruszyła na zajęcia.
Przybywszy przedwcześnie zajęła swą stała pozycję w zaaranżowanej do powyższego celu części korytarza i czekała...
Czekała do chwili, gdy wykładowca budzący skrajne emocje wśród swych studentów skierował do niej słowa stanowiące o naglącym wymogu udania sie do jego gabinetu. Znowu cos narozrabiałam- pomyślała. Nic z tych rzeczy. W gabinecie usłyszała tylko- Tu stoi chionka. Mikołaj wie co robić. 
Lekko zdezorientowana sięgnęła do kieszeni i położyła pod drobnym drzewkiem 2 paczuszki. Niegrzeczny pan doktor chyba się tego nie spodziewał;)


Komentuj(0)


godz: 11:23 data: 2011.11.26
Mężczyzna okiem blondynki

Anima jest blondynką. To do niej pasuje. Anima towarzystwo samców traktuje jako trening cierpliwości i jako ciekawą empirię. 
Rodzicielka Animy zwykła powiadać, że woli zrobić wszystko sama niż poprawiać po kimś kto spier****. Anima po prostu ma wszystko w poważaniu, obserwuje tylko i stara się pomijać wszelkie wątki niekomiczne- to wiele ułatwia.

Słysząc każdego dnia od mopsa spod okna, że kobiety są gorszą rasą i nie mają mózgu trzeba się uodpornić, nie wchodzić w polemikę by nie sprowadził jej do swego poziomy i nie pokonał doświadczeniem i co najważniejsze- wiedzieć swoje.

Należy zgadzać się z samcem w każdej materii, albowiem powiadam Wam wyłącznie męskim przymiotem jest rozsądek i wszelkie zalety rozumu. Jak wygląda lista przejawów wybitnej męskiej pomysłowości?? Myślę, iż niebawem w uproszczonej formie pytań i odpowiedzi wyłoni się z akademickiego zamętu...
Wyrzekam się w tym poście jakichkolwiek zbędnych ozdobników. Fakty, tylko czyste fakty...

1.Co robi mężczyzna widząc cieknącą butelkę płynu do prania?Owija w worek na śmieci i wkłada (nie mylić ze wstawia) do szafy
Co robi blondynka? Zakręca butelkę...

CDN


Komentuj(0)


godz: 10:20 data: 2011.11.11
UFO

 Imprezę międzygalaktyczną zapowiadały rozliczne znaki na ziemi i niebie, a w szczególności w pewnym znanym poniekąd naszemu czytelnikowi akademiku, w pewnym znanym polskim mieście na słynnym pietrze numer IV [ w tym miejscu pozwolę sobie na odautorski komentarz dotyczący bogatej symboliki liczby 4 w twórczości Dostojewskiego... Spokojnie, żartowałam;p]
Udając się do toalety (Anima chadza do toalety odkąd koleżanki z roku zbeształy ja słysząc jak przypadkiem rzuca zwrotem "idę się odlać" ,wyjątkowo niestosownym w kobiecych ustach. Przecież mieszkanie w pokoju z facetami nie wpływa w jakiś drastyczny sposób na język lub zachowanie dziewczyny- nie zacznie przecież szczać na stojąco do zlewu ani drapać się po jajach )
Powróciwszy zatem do Animiej wyprawy ukierunkowanej na toaletę. Minąwszy westerny stała się świadkiem sytuacji nie tyle zaskakującej co niecodziennej- rzuciła znudzonym okiem sceptyka na koleżankę szarpiąca się na schodach ze swoim byłym chłopakiem. "Siema" rzuciła całkiem beznamiętnie i poszła dalej (w końcu co ma zrobić taka zwykła anima? szarpać się z idiotą? w dodatku cudzym idiotą?). W drodze powrotnej równie wypranym z emocji tonem powiedziała "XXX, obiad na stole. Chodź bo wystygnie". Na ten czas Idiota ( I znowu odniesienie do Dostojewskiego - wiedzcie że coś się dzieje;p|) wypuścił XXX, niestety podążył dziewczyn śladami. 
-Jest problem- poinformowała wchodząc do pokoju z rozryczaną koleżanką. Nim zdołała przedstawić sedno tegoż problemu, sedno stał już w drzwiach uskuteczniając swą autopromocję.
Trzech mężnych wojów zastąpiło drogę personie non grata
-Opuść ten pokój- taaa... na początku zawsze jest kulturalnie
Jakimś niezrozumiałym fenomenem pozostaje dla autorki tego niegramatycznego bloga zapał z jakim Idiota potrafi pójść z pięściami na 3 silniejszych, co najmniej liczebnością, przeciwników. Przyparty do ściany ani trochę nie odpuszczał.
-Ciota, Ciota, Ciota- wyliczał jak dziecko pokazując paluchem (Paluchem się nie pokazuje!!!)
-A na korytarzu jeszcze dwie cioty- skwitował Gruby M. co było najlepszym tekstem w jego społecznościowej karierze na piętrze IV.

Po szarpaninie i wezwaniu posiłków, kolejny idiota który zadarł z "Rodziną" odpuścił. W końcu jego wyczyny wyrwały ze snu wielkiego P., który samym wyglądem budzi strach... 

Epizod II
Międzygalaktyczne UFO party. W tym roku nastąpiła znaczna intensyfikacja aktywności imprezowej pod kuchnią. Wiadomo, pojawiła się nowa melina, dobra konkurencja. Dziewczyny z dołu musiały zainwestować w promocję. Zielone ludziki na korytarzu nie robią już na Animie żadnego wrażenia. Co innego pociąg kosmitów mijający jej drzwi o 4 rano... Ech ci młodzi... skąd oni biorą tyle energii... 


Komentuj(0)


godz: 18:18 data: 2011.10.24
Eurotrip cz3.

Seria eurotripowa najwyraźniej doczeka się kontynuacji wcześniej niż dziewczęta śmiały by przypuszczać. Ape wpadła na pomysł, z pomysłem udała się dwa pokoje w lewo gdzie podzieliła się nim z Animą, tym sposobem zapadła decyzja by jeszcze w tym roku, korzystając z niepewnej, jednakże wciąż jeszcze obecnej jesieni, wyruszyć w ostatnią przed autostopowym snem zimowym wyprawę zagraniczną...
Dlaczego znów wyruszają?
Bo ich dusze są niespokojne? Bo pech łatwiej znajduje człowieka tkwiącego w bezruchu? A może dlatego że podły wirus zeżarł Animie wszystkie fotki z poprzednich wypraw, więc by nie płakała już po nocach trzeba rzucić jej nowa tematykę do uwiecznienia?
Dlaczego na północ?

Wszyscy uciekają przed zimą. Bądźmy alternatywne;p Poza tym po raz kolejny słyszą zewsząd, że tam nic nie ma (podobnie było przed wyjazdem do Szwajcarii), i po raz kolejny mogą odpowiedzieć, że gdy one tam dotrą to co najmniej 2 ciekawe obiekty tam będą.


CZWARTEK [27 X 2011]
Ape chora, Ela na ławce rezerwowych.
PIĄTEK
Stan meczu: Ape chora, Ela zmęczona.
Wzorzec postępowania: pijemy!
Skutki nieprzewidziane..
Hubi powrócił po długiej nieobecności więc okazja jak znalazł. A jak pijemy to po pierwsze cała ekipa a po drugie na korytarzu. W pewnym momencie przejść ową trasą zapragnęły 2 nieznajome. Bez kielicha nie puszczamy- problemu nie było. Ksenia i Tamara przyłączyły się na chwilę, a usłyszawszy o planach Animy i Eli podekscytowały się i pochwaliły, że również z rana wybierają się na Litwę pociągiem
-po cóż pociągiem?- zaskoczyła się Ela
- a wy nie pociągiem?
- nieee... autostopem...
- też bym tak chciała!- podekscytowała się Ksenia

- to przyjdźcie rano...


 Oto i przyczyna trudności ze wstawaniem drogie panie. Jako punkt odniesienia latarnia w tle. A wy dumne ze swojej połówki?? 

SOBOTA
Anima zwlokła się z łóżka o 7.30  po dwukrotnym odwlekaniu tegoż posunięcia poprzez wyciszenie posłańca złej nowiny- budzika. Na pewno zaspały. Poleżę jeszcze chwilkę- tłumaczyła się przed samą sobą, jednak nie dopuszczała do opcji utraty kolejnych godzin wyprawy. Godzina 8.00- nikogo na horyzoncie. Czas rozpocząć akcję ruszać dupcie.
Elę trudniej było wyrwać z łóżka niż dąb z korzeniami, z azjatkami poszło łatwiej. Ok godziny 10, gdy Eli wciąż widać nie było, kolejna ekspedycja wykazała, że wróciła w pielesze i trza jej kopa zasadzić. Takim sposobem około południa znalazły się nasze podróżniczki na wylocie z Poznania, rozdzieliły i poczęły szukać szczęścia na własną rękę.
Po chwili ku Animie i Kseni podeszła staruszka, taka standardowo zmenelała. Poczęła wypytywać kto je sponsoruje i ogólnie bardzo silnie doszukiwała się w dziewcząt działalności znamion spisków. Na szczęście jeden z kierowców zabrał je nim anima straciła cierpliwość. Kilkaset metrów dalej minęły koleżanki wsiadające właśnie do innego auta. Dotarły do jakiegoś wiaduktu, gdzie rozejrzawszy się dostrzegły nadbiegające z drugiej strony ulicy Elę i Tomę. W niecałą minutę znalazły kolejny transport- Panią, która widząc wschodnią urodę Kseni zabrała całą czwórkę i opowiedziała swoje wspomnienia z czasów gdy bywała na Syberii.
Wysadzenie na wlocie do Torunia zdawało się niedźwiedzią przysługą. Trzeba było pokonać całe miasto, zapewne papa Tadzio uczynił je tak nieprzyjaznym;p
Po długim spacerku, gdy zaczęło już nieco zmierzchać znalazły właściwe drogowskazy, podzieliły się a Animie udało się złapać lawetę pomocy drogowej. Jakież urozmaicenie! Na wysokości Brodnicy obie kompanie znalazły się jednocześnie, z ta różnicą, że kierowca lawety pod wpływem obaw dotyczących zostawienia dziewcząt na nieoświetlonej drodze, w środku nocy, postanowił zabrać dziewczęta do Iławy, gdzie zostawiał lawetę, zaskoczył stróża rozwojem zakresu pomocy drogowej;p, a następnie odwiózł je na wylot w kierunku Ostródy z obietnicą powrotu za godzinę w razie gdyby stały tam nadal... Nie okazało się to konieczne. W góra 15 sekund zatrzymały kolejny wóz, a jaki to był wóz;p, na mostku, za miastem, w ciemnicy kompletnej...
Przypomniała się Animie ballada o szlachetnym czorcie. Kierowca z tych przed którymi nie wiadomo czy uciekać czy poddać się z miejsca... Pan okazał się bardzo sympatyczny, opowiedział o swoich 3 klubach w Olsztynie, czy Ostródzie, i syna miał o rok ledwie młodszego od Animy. A i odrzekłszy swym kumplom, że na browara się spóźni postanowił zamiast do Ostródy nadrobić kilka kilometrów i odstawić nasze włóczykijki az na wylot z Olsztyna, bo przynajmniej wygeneruje tym sposobem interesującą anegdotkę do piwka;)
W Olsztynie trafił się dziewczętom najciekawszy z kierowców całej tej opowieści. Pan B. to chłopak z pasją, a ludziom z pasją dogadać się zwykle łatwo (o ile nie jest to pasja do poróżnionych klubów piłkarskich) Po pierwsze nakarmił, a prawda ludowa głosi, że autostopowicz podobien szczeniaczkowi - nakarmisz a pójdzie za tobą do domu;p A no właśnie... Zamiast do Mrągowa przygarnął je Pan B. (Przepraszam, samo B. przecież przeszli na TY) pod swój dach, dach pensjonatu prowadzonego przez rodziców. Szczegółów czytelnikowi poskąpię, gdyż podobieństwo do rzeczywistych osób i zdarzeń, a szczególnie miejsc...;p Nie wiem czy miłym byłoby bohaterom powyższej opowieści.

W każdym razie było to raczej miejsce do którego autostopowicz trafia co najwyżej w drżących snach, deszczowej nocy w jakiejś bramie na końcu Europy. Ten sen był zaskakująco realistyczny. Jedyny niepokój budziła w Animie reakcja jaką wywoła ich obecność w matce B. gdy usłyszy" Aaa... zgarnąłem je z ulicy";p


NIEDZIELA
Śniadanko, krótka rozmowa z gośćmi pensjonatu, których jak wszystkich zafascynowała osoba dziewczyny z Syberii a następnie odstawienie do Mikołajek skąd mogły kontynuować podróż.



Na początek kocia ofensywa na plecaki z kanapkami...

Po napaści kociego gangu 8 kociąt zwanymi dalej "kociętami" dowodzonego przez kotkę zwaną dalej "mamuśką", pod okiem kocura zwanego dalej "tatuśkiem", utraciwszy część zapasów żywności, nie uwieńczywszy wielokrotnych prób zatrzymania okazji sukcesem dziewczęta ruszają w dalszą podróż pieszo;p

No dobra, to nie pielgrzymka. Z Mikołajek do Giżycka z chłopakiem, który nawet zabrał je w kilka ciekawych miejsc by mogły namacalniej doświadczyć piękna Mazur szczególnie, że wyszło słońce i pogoda stała się co najmniej fotogeniczna.


Miły koleś, i byłyby nawet skore zabrać ze sobą jego żonę na tripa żeby sobie od niej odpoczął... Niestety żona się nie nadaje;p Z   między jakiś bliżej nieokreślonych zagiżyckich pól do Wydmin, z dwoma radosnymi Ślązakami, co pod wpływem opowieści postanowili pojechać do  Xeni nad Bajkał.Z Wydmin z kolarzem, którego peleton mijały kilka chwil wcześniej. I w tym punkcie pamięć ma szwankować poczyna co narrację składu (a jeszcze bardziej składni) pozbawi... Jeśli się pomylę to mnie poprawcie, ale Kolarz ten zwał się chyba Adam, wysadził pasażerki za Suwałkami i na całe szczęście zaproponował wymianę kontaktów, bowiem Xenia wysiadłszy odkryła brak aparatu fotograficznego w swej kieszeni...

W tej lokacji przypałętała się urocza psina, której nie wróżyłabym świetlanej przyszłości,ponieważ życiu długo i szczęśliwie nie sprzyja przebieganie ekspresówki.Gdyby tylko można byłą ją zabrać... Niestety korespondenci wojenni nie walczą, a operatorzy national geographic nie ratują słodkiej zeberki przed aligatorami... Będzie co ma być...

Kolejna przesiadka do Litwina, który od razu przy wysadzaniu triperek namówił kolejnego do ich przejęcia, i tym oto sposobem Akcja naszej opowieści przenosi się na pewien czas do Wilna...

W tymże Wilnie zaistniał problem natury logistycznej- jak dostać się do centrum a tym bardziej jak znaleźć właściwy adres. Gdy na horyzoncie zawirował pewien podchmielony młodzieniec Xenia zaoponowała- nie pytaj go, jest pijany
-tylko trochę- zlekceważyła Anima
-nie pytaj go...
-ok
Nie musiała pytać, koleś sam podszedł i łamaną angielszczyzną spytał w czym tkwi problem. Winnam w tym miejscu uświadomić czytelnikowi poziom znajomości angielskiego bohaterki Xeni- porównywalny z poziomem Animy czyli przyziemny. Angażując wszelkie zdolności podjęły staranie wygenerowania zadowalającej odpowiedzi. Nader ambitnie. Już w połowie pierwszego zdania Anima spontanicznie przeszła na język rosyjski, co uradowało nieznajomka i znacznie uprościło dalsza rozmowę. Odstawił turystki pod sama poszukiwana bramę, opowiedziawszy przy okazji, o powodach swego stanu upojenia. Wracał albowiem ów waszmość z komisariatu gdzie spędził wiele chwil nieprzyjemnych na spełnianiu formalności związanych z kradzieżą jego laptopa.

Na miejscu zaznajomiły się z gospodarzami, oraz pozostałymi gośćmi, i poinformowano je, że w Wilnie papier toaletowy ląduje w koszach na śmieci (nieee...) oraz "jutro organizują halloween"


Wilno- miasto, w którym w święta zakazy nie obowiązują;) 
PONIEDZIAŁEK
Od rana deszczyk, nie mający jednak wpływu na ich plany. w końcu, podobnie jak pozostali, przyjechały zwiedzać. Szwendając się po mieście natrafiały na różnorakie persony, zwykle posługujące się językiem przodków i chętne do polecania kolejnych lokacji. Ostatecznie ukulturalnienie to dobry pomysł- dotarli nasi włóczykije na słynną wileńską Rossę. Matka i serce syna, ale nazwiska żadnego,zapewne Piłsudzki. Jak się upewnić? Najłatwiej zapytać kogoś z grupy emerytów oporządzających groby Polaków. Zagadnięty pan świetnie orientował się w temacie, co więcej wyjątkowo elokwentny potok słów wypływał z ust jego by zasiać ziarno wiedzy w umysłach polskich wędrowniczków. Gdy już poznali historie żołnierzy ubitych przez ruskich za odmowę porzucenia warty przy grobie, pechowego dla rodziny Piłsudzkich roku 1935 i paru innych ciekawostek pan wręczył Animie wizytówkę z zamówieniem na zdjęcia;) Szef wszystkich szefów znaczy dyrektor grupy.
Impreza... Ach co to była za biba!!! Kilkadziesiąt osób wszelkich (ponad 10) narodowości, jakby tego było mało miksujący swe języki- istna wieża Babel.
To co? Może jutro do Rygi? Rzucił ktoś luźne pytanie. Nie padło na jałowy grunt...
Chciałbym widzieć jak rano wstajesz- zaszydził Mariusz z Animy. Jak chciał tak miał...

WTOREK

Anima, jak Mariusz przykazał wstała o poranku. Kac nie doskwierał tak jak pozostałym, co wcale nie ułatwiało decyzji o poderwaniu się do odlotu. Przed południem opuściła nasza przegrupowana (Ela i Toma zawróciły do Polski) ekipa granice miasta. Niezwykłym fuksem Ksenia z Animą w kilka minut złapały autko do samej Rygi (w zasadzie do Tallina ale niepewny los Wioli i Mariusza pohamowały równie ambitne Plany) Zlądowawszy w stolicy Łotwy wzięły się do zwiedzania. Otrzymały akurat wiadomość o utracie potencjalnego noclegu z racji oddalenia się gospodyni w kierunku nieznanym. Podczas, gdy Ksenia dumała w parku miejskim Anima zawierała znajomości mające w perspektywie zapewnienie suchego kąta do przetrzymania nocy- bezskutecznie. Po powrocie Ksenia oświadczyła, że chce popłynąć w rejs po kanale (w zasadzie dookoła starówki). Koszt 4 łat stanowił dla Animy barierę nie do przełknięcia, jednak i tą trudność Ksenia zdołała już rozwiązać. Dwu poznanych Rosjan postanowiło dopłacić do biletu Animy, aby uzyskać jej zgodę- skutecznie.
Nim rejs dobiegł końca zameldowała się druga ekipa. Niestety wraz z nimi przypłynęła zła nowina o zamykaniu ryskiego dworca kolejowego na noc, co oznaczało dłuuuugie spacerowanie w oczekiwaniu poranka.
około 1 w nocy nogi odmówiły posłuszeństwa, trzeba było rozpocząć exodus. Do rana troje umęczeńców przekimało na przystanku autobusowym pod czujnym okiem Animy. 
O świcie dziewczęta zatrzymały pewnego Łotysza gotowego zabrać ze sobą całą czwórkę. Dotarli z nim za Kowno, niestety na trasę prowadząca na Kłajpedę. Należało zawrócić, na szczęście po raz kolejny komuś nie przeszkadzało załadowanie czworga, mimo opon między siedzeniami... 
Z Kowna powrót nie był już wspólny... Po pierwsze wiele godzin zajęło naszym bohaterom zatrzymanie jakiejkolwiek okazji, po drugie opóźnienie rozwiewało złudzenia odnośnie warunków w jakich przyjdzie spędzić kolejną noc;/
Ponieważ wcześniejsza przegrana w papier-kamień-nożyce zniechęciła Mariusza do zdawania się na los, tym razem pierwszy transport należał do nich. Niewiele później Ksenia z Animą zatrzymały pewnego Litwina gnającego na Mazowsze. Widział dziewczęta w drodze do pracy i wracając z niej poczuł litość nad niedolą bliźnich. Ze względu na podejście polskich policjantów nie zgadzał się jednak na podróż z bagażem 2 turystek- jedna musiała przesiąść się do jego kolegi, z którym tworzył kolumnę. Animie pomysł nie przypadł do gustu, gdyż rozłąka na obcym terenie z koleżanką nieświadomą kompletnie zagrożeń wynikających z utraty kontaktu między członkami ekip autostopowych mogła doprowadzić do poważnych problemów. Ksenia zapewniła że nie ma problemu. "Jakoś to będzie"- wspomniała podstawowe założenie turystów ekstremalnych, i pojechały.
Na pierwszym postoju Ksenia powróciła do auta Animy- dodatkowe pytania nie były konieczne. W Augustowie minęły stojących na poboczu kompanów, niestety bez szans na zabranie ich ze sobą. 
Ostrów Mazowiecki powitał dziewczęta problemami. Litwin wysadził nasze nieszczęsne o 2 w nocy na środku obwodnicy. gęsta mgła, mżawka i brak jakiegokolwiek oświetlenia nie pozostawiały złudzeń- jedyne co może je stamtąd zabrać to radosny radiowóz poszukujący wrażeń. Prawie jak w "Porky's"- "nie mogę się doczekać by usłyszeć tę historię..."
Jakimś cudem jedno z aut dostrzegło niecodzienne zjawisko i postanowiło zabrać dziewczęta z tegoż nieprzyjaznego miejsca.

ps. CDN, korekta też...


Komentuj(0)


godz: 21:59 data: 2011.10.16
Śmiełów

 
Kolejna ze spontanicznych wypraw Animy i Eli zahaczyła o park w Śmiełowie. Przecież nie ma to jak spacer w niedzielny, jesienny poranek. 
smielow1.JPG

Po zakończonym spacerku, gdy w brzuszkach zaburczało, kroki naszych włóczykijek skierowały się ku najbliższemu sklepikowi, gdzie niestety okazało się iż 3 złote to nieco maławo jak na śniadanie dla dwojga, jednak ekspedientka przystała na opcję odstąpienia drożdżówy i francuskiego ciacha za powyższą kwotę. Można było kontynuować podróż...

Ale najlepsza zabawa zaczęła się przy sposobności powrotu. Zatrzymały 3 chłopaków wybierających się do McDonalda w Jarocinie. Chwila postoju i gdy już zbierały się do zajęcia strategicznej pozycji autostopowej usłyszały "Pakujcie się z powrotem do auta, postanowiliśmy, że jedziemy do Poznania"


Komentuj(0)


godz: 00:10 data: 2011.10.15
działo się...

 Standardowo, gdy Anima zaniemaga rozpoczyna się hulanka- kuszenie czas zacząć. Miniony tydzień w akademiku upłynął pod znakiem imprez. Zaczęło się we Wtorek, wiadomo: wtorek= początek weekendu. Dobra chwila by uczcić urodziny Ape... Miało być skromnie, z jedną flaszunią, ale chłopaki przynieśli składniki na tort, to cóż było czynić... Tort po rozdzieleniu między gości, metodą bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, zaczął fruwać w powietrzu, doprowadzając do bitwy na jedzenie..


Komentuj(0)


godz: 01:45 data: 2011.10.9
piątek

 No i okazało się że po piątkowej imprezie rosyjskiej cała dziarska ekipa ze wschodu wymiękła i nie zdecydowała się na poprawiny... W sumie nie ma nad czym płakać, Anima i tak towarzystwo miała przednie, co więcej gdy są browarki nie pozostaje nic innego jak tylko ułożyć wspólnie puzzle a nocą wyjść z lokatorem na "balkon" i posłuchać jak deszcz akompaniuje jego bluesowej harmonijce...dobrze że nikt nie wzywa szkiełów;p  
W całej tej historii nie ma może niczego wyjątkowego, do czasu aż dachówki się nie obluzują ale wówczas nie będzie już nikogo kto mógłby podzielić się doznaniami na blogu;p Tylko przemyślenie naszło Animę- Skoro bezwarunkowy zakaz wychodzenia na dach w regulaminie dotyczy dachu wewnętrznego na wysokości 2 pietra (gdyż zapewne nikomu normalnemu nie mogło przyjść do głowy że na 4 da się na dach w ogóle wyczłapać) to czy potencjalny patrol lub karetka mogą mieć coś przeciw? I czy będą w najmniejszym stopniu zainteresowani tłumaczeniami? I czy w takiej wyjątkowej sytuacji potrzebna im zgoda rektora by wkroczyć na teren DS? Przecież co nie jest zabronione... Ale tłumaczą się winni...

Komentuj(0)


godz: 20:52 data: 2011.07.18-26
Eurotrip cz2

 Dwudniowy (i w tym miejscu zaczyna się rozkmina dla matematyków) wypad do Pragi  zaczął się tak:
-Ty niczego ze mną nie konsultujesz- rzekł mega tolerancyjny (dotąd) facet Animy
-Dobrze, postaram się to zmienić, od dziś będę z tobą konsultować swoje wyjazdy
-Mam nadzieję.
Nagle dzwoni  telefon:
-Pamiętasz, że jutro wyjeżdżamy?
-Jasne, już się spakowałam:)- w tym momencie jej wzrok romantycznie spotyka na swej drodze gorejący wzrok drugiego człowieka- Nie mogę teraz rozmawiać- oddzwonię.
-Kochanie, muszę coś z tobą pilnie skonsultować...
PONIEDZIAŁEK
Korzystając z okazji wolnego tygodnia Anima wraz z Elą postanowiły pojechać na małe piwko do źródła;) Wyprawę rozpoczęły wbrew ogólnie przyjętym zasadom nie z rana a po dobranocce. Z miejsca złapały transport, niestety plany ominięcia Wrocławia sprawiły że pierwsze 3 auta porzucały po trasie.Utykały przy tym każdorazowo;/ W Krotoszynie dostatecznie długo by pan który jechał z jakimś transportem do miasta postanowił że zawracając po nie przystanie, co tez uczynił z godzinę później. W Ostrowie Wlkp zmuszone były przewędrować całe miasto az do wylotówki, a a Antoninie... W Antoninie to już w ogóle nie było wesoło bo co prawda nie było to miasto wymagające transwertowania, jednak na stacji benzynowej na której zakotwiczyły roiło się od panienek lekkiego sposobu bycia a chłopacy ostrzegali tylko żeby na nie uważały bo niedawno jakieś dziewczyny zapłaciły wysoką cenę za nieporozumienie w którym dzieweczki w ramach eliminacji konkurencji zapewniły im operację plastyczną twarzy bez znieczulenia;/ 
Ostatecznie jeden z kierowców zabrał je ze sobą by po drodze powołać nieco na CB bo nocą szanse na inną formę bezpiecznych poszukiwań transportu były marne. I ta metoda dość prędko znaleźli się polscy remontowcy, chętni by zabrać dziewczęta w okolice Wiednia, co wprowadziło pierwszą modyfikację w skromne piwkowe plany naszych przygodożerek;) Niesamowite było zaangażowanie wcześniejszego kierowcy, który zawrócił nawet by znaleźć auto zasłyszane na CB.

WTOREK
Horn, bo tam dotarły było całkiem sympatyczną mieścinką. O 7 rano ruszyły jednak szukać exodusu. zawzięte w planie nie korzystania z szwabskiego języka, krocząc na oślep, dotarły do jakiejś malutkiej wioseczki (Frauenhoffen), stanowiącej ślepą uliczkę dla turystów. Może i zmusiło je to do zawracania i zbędnych kilometrów marszu jednak pozwoliło przy okazji sporządzić pewne zapasy żywności- niech żyje sezon jedzeniowy;)
Frauenhoffen- bo liczą się sprytne pomysły

Horn to ciekawe miejsce. Największą atrakcją turystyczną może się tam czuć turysta, chociaż oczywiście kilka ciekawych obiektów do obejrzenia także się znalazło np pomnik włóczykija, kimkolwiek włóczykij ów był. Zabawnym było, że trafiły do punktu w którym drogowskazy na Wiedeń wskazywały dwa przeciwne kierunki - i to już oznaczało problem. 
 
Horn- miasto przyjazne włóczykijom.

Kolejna fala rzuciła je na brzeg dworca Karola Marksa we Wiedniu. Zakupiły dobowy bilet na komunikację wiedeńską i uradowane tempem dojazdu ruszyły w Miasto. Przy samym wyjściu ze stacji metra zaczepili je Orędownicy Greenpeasu. Jaką radość poczuła Anima mogąc wysłuchać kilku zdań tylko po to by skwitować krótkim "Wybacz, ale kompletnie nie rozumiem"? Powiem Wam drodzy blogoczytacze- radość chwilowa i ulotną gdyż na te słowa ludzik odpowiedział żywiołowym "W takim razie mogę powtórzyć po polsku" No i dziewczynie kopara opadła.
O zwiedzaniu Wiednia pisać chyba sensu nie ma. Miasto jakie jest każdy widzi, a jeśli nie widzi to google grafika coś na to poradzi. Najważniejszym niestety nie szczególnie radosnym wydarzeniem była utrata aparatu fotograficznego który utonął wraz z Animy torbą w fontannie austriackiego parlamentu.

Około godziny 16 poczęły kierować się na obrzeża miasta. Niestety ten Rozlazły moloch wymagał wielu przesiadek i dłuższego spacerku nim wypuścił je ze swych troskliwych ramion. Późna nocą, podziwiając nadciągające z 3 kierunków letnie burze dotarły do wylotówki z Wiednia, którą niestety dalej nie dało się podążać pieszo, gdyż nieoświetlona, wijąca się krętą wstążka wśród lasu i pozbawiona pobocza szosa byłaby zbyt ekstremalna nawet jak dla Nich.
Ruch o tej porze nie był szczególnie rokujący na przyszłość, jednak rozbawił Animę chłopak, który dostrzegł je z okna zajazdu paląc fajuska, po czym zniknął na chwilkę w pokoju by powrócić z 2 kolegami z którymi wyszli na dach skąd popalając i piwkując podziwiali zmaganie dziewcząt z losem;)
"...Nagle z piskiem opon wywołującym ból zębów zatrzymuje się przede mną oto lśniące BMW.." Nie pamiętam juz czy było to BMW, jednak nie da się zapomnieć hałasu jaki mu towarzyszył gdy jadąc w przeciwnym kierunku zatrzymali się z jednym tylko pytaniem "dokąd jedziecie?".Do Graz- odpowiedziały dziewczęta w sumie od niechcenia, jednak nie były jakoś szczególnie zaskoczone gdy po kilku minutach usłyszały nadciągający z przeciwnego kierunku tenże sam wózek. Osobnicy postanowili podrzucić Animkę i Ele na najbliższą stację benzynową na autostradzie... Musze przyznać że chłopaki poza tym że dealowali, byli całkiem spoko. 
-Palicie trawę?
-Dzięki, w podróży nie
-Skąd jesteście?
-Z Polski
-A może heroina, Kokaina?
Ach ta austriacka gościnność;)

ŚRODA

Podwiedeński parking pogrążony był już we śnie, w związku z czym dziewczęta pogodziły się z nocką pod chmurką. Na szczęście ciepła bezwietrzna noc napawała optymizmem. Zajęły sobie luksusowe ławeczki by chwile odetchnąć, Dość szybko 3 Serbowie zaprosili do stolika obok na serbską (podwójnie gotowana) kawę. Po takim shocie Animka mogła spokojnie pozwolić Eli na drzemkę i objąć wartę przy bagażach. w między czasie ogarniając okolicę znalazła mniejszy odgrodzony parking obsadzony obficie owocującymi jabłoniami i gruszami. Kolejny posiłek przyszedł sam. Nazrywała owoców, którymi mogła przynajmniej uzupełnić kawną imprezę. Czy nie zastanawia Cię drogi blogoczytaczu jakim cudem dojrzałe owoce uchowały się w tak łatwo dostępnym miejscu? Zagadka ta wyjaśniła się gdy słońce zaczęło już dodawać nieco rumieńców otoczeniu a Animka zapragnęła zrobić jeszcze małe zapasy na drogę. Wielka tablica z ostrzeżeniami odpowiednio po polsku, niemiecku i angielsku głosiła "Zagrożenie dla życia- węże" Animka straciła apetyt.


Temat jakości fotografii poruszymy w epilogu;/

Poranny deszcz zmusił dziewczęta do zmiany lokalizacji i rozpoczęcia poszukiwań transportu (w końcu była już trzecia w nocy czyli standardowy autostopowy poranek) Trafił sie w końcu miły chłopak który powiedział, że wyjeżdża za godzinę i jeśli chcą to mogą się do tego czasu przyturlać ponownie. zrobiły więc ostatni krótki obchód włości, na swej (pozwolę sobie na takie bezczelne przywłaszczenie) ławki, i ujrzały na niej chłopaka z wielkim plecakiem, i dziewczynę obiegająca ciężarówki. 
-Idę o zakład, że Polacy
Zakład się nie udał, bo Ela również dobrze wiedziała, że założenie ma 99% szans. No i słusznie;)
Nowy kierowca we wspomnieniowej bazie danych Animki zajmie niekwestionowane I m-ce. Co prawda okazało się, że nie jedzie do Triestu, który w zasadzie nie wiedzieć jakim sposobem stał sie kolejnym celem, jednak gdy usłyszał o tym, że dziewczęta postanowiły pojechac na południe a cel w zasadzie nie jest istotny, zaproponował wspólne wakacje z racji, iż rozładunek miał dopiero w piątek a do tego czasu żadnych sensownych planów. Wspólne wakacje niosły obustronne korzyści- dziewczyny gotowały dla nowego znajomego, w zamian za co miały jedzenie za darmo. I wszyscy zadowoleni;)
Na początek zafundowali sobie pauzę na jakimś zajeździe z którego małym wysiłkiem poprzez dziurę w płocie można było się przedostać do uroczej kotlinki, w której lodowaty strumień wijący się wartko między alabastrowymi otoczakami orzeźwiał do spółki z zimnymi browarkami. Nie wnikajmy który z niewinnych pierwszy rzucił kamieniem ( w każdym razie nie była to Ela) ale nagle nawiązała się regularna niemal wojna między Anima i... hmmm jak właściwie nasz kierowca miał na imię nie udało się ustalić nawet w toku śledztwa. Działania zbrojne polegały na wyszukiwaniu jak największych kamieni i ciskaniu ich we wodę w taki sposób by jak najbardziej obryzgać przeciwnika. 
Wieczorem, lub tez pod wieczór jak blubra się u nas dotarli nasi bohaterowie do Caorle, w którym zabawili aż do czwartku, kiedy to dobry kierowca odstawił dziewczynki do Wenecji, programowo końcowej stacji tego tripu.

CZWARTEK

Ela gra w zielone;)

Wenecja przywitała nasze autostopowiczki zabawnie i przyjaźnie 
-ciao bella!- dwu kolejnych mijających je chłopców, powitało na nowej ziemi
-ciao...-tak będzie cały czas?- zadumała się Animka
-Nie mam pojęcia- równie zadumana co rozbawiona odrzekła Ela
-Ciao bella! Chodźcie na wino- zaproponował trzeci przechodzień, jak się okazało brat dwu poprzednich. zaprosili dziewczęta na wieczorną imprezę, na która ostatecznie nie udało im się dotrzeć, ale o tym później...
Zwiedzanie  miasta po raz kolejny uznaję za nie dość istotne by poświęcać mu uwagę na tym blogu, tym nie mniej przyznaję, iż wśród  innych europejskich mekk turystycznych, to zrobiło na Animie chyba największe wrażenie. Co prawda w kantorze zrobiono wała, ale za to na ulicy częstowano winem do degustacji (które po porannym litrze na dwie dawało tyle szczęścia;) a męska część populacji dbała by 2 blondynki z Polski podrasowały nieco samoocenę.
Nadciągała burzowa noc, w związku z czym dziewczęta poczęły kierować się w stronę dworca autobusowego. 
-One mówią po polsku- dobiegło zza pleców
-Które? Zdawało ci się.
-No te
-Co się koledze zdawało?- Zaciekawiła się Anima- no i tak się rozpoczęła druga, zdecydowanie mniej przyjemna cześć tripu;/
Panowie oczywiście zagadali, zapytali gdzie dziewczęta zamierzają spać po czym usłyszawszy że prawdopodobnie wcale bo wybierają się z marokańczykami na imprezę latynoską rzucili kilka inwektyw względem ludzi o ciemniejszej karnacji. Z tymi to panami, których znajomość języka polskiego dawała chwilowe i jakże złudne poczucie bezpieczeństwa, trafiły w nieodpowiednie miejsce dla autostopowiczek- do dzielnicy przemysłowej. Z każdej podróży przywozi się nowe dane, przydające się w kolejnych, chociaż jakim kosztem?

Polacy nie poinformowali, że po dzielnicy przemysłowej nie wolno się przemieszczać osobom niezwiązanym, w zasadzie nawet nie powiedzieli, że idą do takowej strefy, a po ciemku ciężko było rozpoznać. Suma sumarum tej nocy w ruch musiał pójść Eli gaz pieprzowy (oczywiście rykoszetem dostało się Animie) a jakby tego było mało kilka chwil później Anima miała bliskie spotkanie IV stopnia z włoska policją, co nie było zdecydowanie przyjemne. Następnie kierowca, który wyciągnął ją z policyjnych macek zażyczył sobie wyrazów wdzięczności pod groźbą oddania z powrotem w ręce stróżów (bez)prawa.To wyznaczyło czas by wziąć nogi za pas...

PIĄTEK

Dotarłwszy na dworzec autobusowy Animie i Eli udzielona zostaje informacja o braku komunikacji z kontynentem spowodowanym strajkiem komunikacyjnym a w efekcie całkowitym paraliżu transportu we Włoszech. Miło być zawsze w centrum wydarzeń będąc korespondentem CNN lub innej TRWAM, jednak gdy w wisi nad człowiekiem poniedziałkowy egzamin z Historii, nie potrafi do końca cieszyć się takimi urozmaiceniami podróży. Wszechobecność policji, w perspektywie minionej nocy pozbawiło Animę jakiegokolwiek zapału do jazdy z obcymi panami. Łapanie stopa jest w Italii nieco problemowe. Na szczęście strajk to dobra wymówka wszystkiego. Znalazł się pan który zawiózł dziewczęta do kontynentalnej części Wenecji ja jakąś stację benzynową (co śmieszniejsze wcześniej zamierzał wysadzić dziewczęta na białych paseczkach na rozwidleniu ekspresówki, lecz gdy tylko zaczął wytracając przed nimi prędkość pojawili się mundurowi, a Animie serce dosłownie do gardła podeszło... W toalecie owej stacji benzynowej koczowały już dwie inne dziewczęta gromadząc zapasy energii elektrycznej we wszelkich możliwych nośnikach. Były to 2 licealistki, tripujące po Włoszech. Przesiedziały wszystkie razem jakiś czas w cieniu pobliskich zardzewień, oszabrowały nieco leśnych owoców, i tu drogi ich się rozdzielają, gdyż jak to zwykle i zgodnie z wszelką logiką bywa osoby znające cel podróży o wiele wolniej przemieszczają się niżli takowe które jada wprost przed siebie.

Dopiero, gdy po zlustrowaniu wszelkich obecnych na parkingu blach, Ela udała się po drobne zakupy, a Anima siadła na krawężniku by zakurzyć odstresowującego, zjawiło się ni stąd ni zowąd 3 Serbów. Kolejni - jak radośnie. "Do Triestu?"-spytali. No niby do Triestu, gdyż droga do Włoch przebiegła tak gładko, że w zasadzie kusiły jeszcze Słowenia i Węgry, ale w jakim niby języku kontynuować rozmowę z tymiż jegomościami? Szczególnie, że Animie nieszczególnie bezpiecznym wydał się pomysł nawiązania bliższej turystycznej znajomości z młodzieńcami pojawiającymi się nagle, akurat w chwili, gdy osamotnione dziewczę nie zajmowało się "łapaniem stopa".
Serbowie nie byli równie komunikatywni jak ci z podwiedeńskiego parkingu, w dodatku, bez wdawania się w szczegóły, postanowili pokazać dziewczętom co ryzykują, i jak wyglądałaby podróż gdyby nie trafiły na "równie porządnych chłopaków jak oni". Niestety nie pomogli zbliżyć się Animie i Eli do Słowenii, gdyż woda zagotowała im się w chłodnicy co unieruchomiło je na jakiejś podmiejskiej stacji pełnej Cyganów i Rumunów. Słupek rtęci galopował ku górze, a one? One nie wiedziały nawet gdzie się znalazły. Po jakiejś godzinie Anima postanowiła zaprząsć wszystkie swe językowe zdolności by zasięgnąć języka u autochtona
-przepraszam, mam głupie pytanie. Czy możesz mi powiedzieć gdzie jestem? -wydusiła najpoprawniejszą obczyzną na jaką mogła się zdobyć
-czy ktoś zrobił Ci krzywdę? Potrzebujesz pomocy?
Po tych słowach przemyślała chwilkę wydukana uprzednio frazę i uspokoiła chłopaka, streściwszy sytuację. Dowiedziała się tym sposobem, iż zatoczyły pętelkę i ponownie znajdują się w nieszczęsnej Wenecji...Ano uczynny młodzian zgodził się zmienić ten stan rzeczy;)
Kolejny kierowca nie był niestety równie udany;/ Po pierwsze mimo nieziemskiego upału nie zgadzał się na uchylenie okna, co uczyniło z kabiny saunę. Po drugie pan nie należał do przyjemniaczków i w zasadzie przez kilkaset kilometrów praktycznie się nie odzywał a jeśli nawet zdarzyło mu się wyrzec jakieś słowa to były one raczej przykre. Osobnik zmierzał do Austrii, gdzie na jednym z zajazdów utknął z powodu awarii auta jego współpracownik, i trzeba mu było dostarczyć pieniądze.
Nim dane im było poznać owego autostradowego Ronbinsona słonko poczęło chylić się ku zachodowi i pojawił się zasadniczy problem pt. zakaz jazdy ciężarówek od 22, a 22 zbliżała się wielkimi krokami. Zaczynało mżyć, a szanowny podwoziciel raczył poinformować o konieczności rozdzielenia się dziewcząt gdyż w każdym z aut może spać tylko jedna. No cóż, z dwojga złego Anima wybrała młodszego kolegę z którym jak się okazało znalazła wiele wspólnych tematów i przez pół nocy oglądała kabarety na laptopiku. Tym razem jej się udało;)

SOBOTA
Z rana zbudziło ją jakieś drobne zamieszanie. To policja przetrzepująca auto w ramach jakiś rutynowych czynności. Gdy policja upuściła tę oazę polskości na austriackiej ziemi dziewczęta opuściły pojazdy, niestety zanim zdołały dopalić pierwszego porannego ćmika usłyszały kolejne polecenie
-dokumenten bitte
na co zrezygnowane przystały
-autostop?
-nein- odrzekła Anima
-wo is deine auto?
wskazała bliżej nieokreślony wóz. policjant zabrał dokumenty i ruszył we wskazanym kierunku. Nie znalazłwszy nikogo kto przyznałby się do znajomości z tymiż dwoma studentkami, powrócił ponawiając pytanie
-autostop?
-nein- szła w zaparte
-czym tu przyjechałyście? (dla wygody przejdę na polski)
-z przyjaciółmi
-gdzie jest auto waszych przyjaciół?
-przepraszam ale nie rozumiem po niemiecku...
-do końca rozmowy Anima "nie zrozumiała" już ani jednego z zadawanych jej pytań, a policjant w końcu dał sobie spokój i poszedł w cholerę. Kusiło ja co prawda by odpowiedzieć że w zasadzie tam mieszkają, gdyż kosmici je podrzucili, ale nie miała pewności czy w okolicy znajduje się jakiś cywilny korytarz powietrzny... Niech żyje prawo europejskie nakazujące stróżom prawa zwracać się do cudzoziemców w ich rodzimym języku. Polska mowa piękna rzecz...
Widząc sytuacje jeden z polskich kierowców poinformował że rusza za kwadrans (chłodni zakaz poruszania nie obowiązuje)
-niby fajnie tylko, że wszystkie rzeczy spoczywają w tamtych dwu ciężarówkach a dopóki policja się tam włóczy nie możemy pójść po nie
- nie szkodzi. mnie się nie spieszy;)
Był to ostatni kierowca wspólnej podróży, a w zasadzie bodaj przedostatni. Ostatniego złapały na jakiejś stacji benzynowej. Dotarły z nim do ukochanej ojczyzny, gdzie ich drogi się rozeszły. Eli trafiła na transport do Warszawy, podczas gdy na Animę oczekiwała praca odległa już tylko o godziny...
Droga radiową zgłosił się kolega jadący do Jarocina- Home sweet home- na swojej ziemi zawsze można jakoś sobie dalej poradzić. Piotrek zaskarbił sobie sympatię częstując Fantazją Danone, papierosami oraz stawiając obiad w Mc śmieciu;)
Podróż okazała się wyjątkowo krzepiąca gdyż kierowca należał do tej zacnej kategorii ekstremalnych, tym nie mniej kulturalnych jajcarzy;) I troskliwych- bardzo martwił się o dalsze losy samotnej autostopowiczki. 
Niedziela
Założeniem było podłapanie dalszego transportu przez radio- niestety o 2 w nocy Po nocnych drogach nie żeglował żaden samotny statek z nadprogramową koją dla Animki. Co począć? Trzeba było pójść za tradycją, łapać metodą klasyczną. Kto by się spodziewał, że już pierwsze auto się zatrzyma?
Kolega wracał właśnie z Rosji. Opowiedział o ciekawych realiach kursowania po tym dzikim wertepie np. przedstawił cennik "opieki" oferowanej transportom po przekroczeniu granicy. ostatecznie dowiózł naszą niewyspaną turystkę do bazy.
-stary, ale ty wiesz, że ja stąd teraz nic nie złapię? jest zakaz jazdy ciężarówek, a tutaj wszystkie trasy to wyjazdówki z firmy
-nie no, na pewno coś pojedzie na Poznań
-na pewno nie, ale trudno. co począć...
Po godzinie marznięcia na pustym rondzie Animka w akcie desperacji wkroczyła na trasę szybkiego ruchu. Nagle w dole zatrzymało się auto z którego wyjrzał znany już kierowca
-mała, powiedzieli mi że dziś nic tu nie pojedzie, bo jest zakaz...
-no coś ty- wysyczała- podjechałeś by mi o tym powiedzieć?
- nie wyrzuty sumienia mnie ruszyły. wsiadaj. Zawiozę cię do miasta...
i tym optymistycznym akcentem kończymy kolejny odcinek Europejskiej przygody 2011...
Bilans wyjazdu:
straty
-ulubiona czapka Animy
-ulubione geterki
-Aparat fotograficzny
zyski
-wspomnienia, bo zdjęć niestety nie ma;/


Komentuj(0)


godz: 20:30 data: 2011.07.14-16
Jarocin festiwal 2011

Cóż, muszę przyznać, że w tym roku zupełnie nie odczułam atmosfery festiwalu. Wszystko było zbyt ułożone, czyste , pozbawione wolności i oryginalności. Młode zespoły niemal całkowicie zostały wyparte przez zagranicznych artystów a tym samym główny cel Jarocina wyszedł ze swej agonii (niestety nogami do przodu). Przyznaję, że dawne festiwale pamiętam jak przez mgłę, jednak pamiętam. Przecież gdyby utrzymać starą formułę może wreszcie na polskiej scenie pojawiły by się jakieś nowe perełki? Bez tego do usranej śmierci będziemy słuchając klasyki ubolewać, że rock umarł, a ja wciąż wierzę że on gdzieś tam czeka na odkrycie;/  
Najciekawszą atrakcją był przypadek naszego kumpla. Siedzieliśmy sobie spokojnie na rowie, jak każdy szanujący się festiwalowicz, gdy do dziewcząt po naszej prawicy podszedł koleś proponując zajebiaszczą sztuczkę w zamian za złotówkę, którą zwróci im jeśli sztuczka nie zrobi na nich wrażenia. No i faktycznie po tym jak wsadził ją sobie do nosa a następnie wysmarkał nie dopominały się już zwrotu...
Spytacie co w tej historii zabawnego? otóż to że jeszcze się nie rozpoczęła;p
Kumpel widząc udany manewr orzekł, że to łatwizna i tez pójdzie tak zarabiać. Niestety złotówka utknęła mu w nosie i za żadne skarby nie chciała wyjść. Kolega z kolei nie palił się do odwiedzenia punktu medycznego (niewątpliwie jego przypadkiem zainteresowałaby się prasa). Wezwałam więc naszego prywatnego ratownika medycznego który przy pomocy multitoola wydobył monetę, przy okazji restrukturyzując nieco nos. 
Jeśli pamięć mnie nie myli to na sam koniec tej opowiastki zjawił się ponownie prowokator tej zabawy zabrał osmarkaną i okrwawioną monetę, przetarł o spodnie i gdzieś zniknął... cóż... zarobił 2 złote zamiast jednego...

Komentuj(0)


godz: 11:53 data: 2011.06.25-26
Wolin

Nie ma to jak spontaniczne wycieczki. W piątek w akademiku zjawiła się ultraautustopowiczka mówiąc "Jutro jedziemy na Wolin"
-Jeśli wytrzeźwieję to nie ma sprawy- odrzekła Anima
I tak zaczęła się kolejna przygoda....
Sobota powitała Poznań ulewnym deszczem, bynajmniej nie przelotnym;/ Nagle w drzwiach stanęła Ela,przemoczona do suchej nitki oświadczając, że prawdziwym przygodożercom pogoda nie przeszkadza. Cóż począć przy takim wjeździe na ambicję? Trasa przebiegała nieszczególnie korzystnie, przynajmniej odkryły, że największy posąg Aragorna w Rio de Świebodzineiro z perspektywy ronda na Świecko i Szczecin do złudzenia przypomina pomnik autostopowicza, co pokrzepiło udręczone tułaczką serca;p 
Wbrew pierwotnym założeniom do Wolina dotarły dopiero 2 minuty po północy, czyli wersja "dziś zdążymy" padła. Zapytawszy jakiegoś myjącego samochód pana o drogę dotarły do miasta, w którym mogła czekać na nie impreza, lub rozczarowanie.Dotarłwszy do mostu, zatrzymały sie i niczym wytrawne łowczynie poczęły nasłuchiwać odgłosów jakiejkolwiek imprezy. Z pozytywnym skutkiem. Anima wypatrzyła w oddali ognisko,i postanowiła, że tam należy pójść i zapytać czy mogą się przyłączyć. Jeśli uzyskają pozytywną odpowiedź to zostaną, jeśli nie- to również zostaną bo przyjechały na ognisko i nie odpuszczą;p
W jaht klubie odbywało się ognisko tych którym sobótka w skansenie wydała się zbyt nudna. Doskonały finisz żmudnej podróży.
Panowie zaczęli licytować który przenocuje dziewczyny w domu czy na łajbie, jednak Anima dość prędko pogubiła się w ofertach i pozostawiła je do wystygnięcia. Wówczas wyklarowało się jej towarzystwo zredukowane do 2 sympatycznych kolesi i "pana bosmana";p a co było dalej... top secret;p

Komentuj(0)


anima_silea blog

Strona Główna
Księga Gości
O Mnie

Archiwum


2012
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2011
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2010
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2009
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2008
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2007
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień

G�OSOWANIE

Zag�osuj na tego eBloga w rankingu eBlog.pl

Linki

">
chomik
http://waniliowylisc.wordpress.com/
nowe oblicze iceflame
my_own_world.eblog.pl
Zytowy blog, mej wspólniczki w pasji...
www.silencium_sacrum.eblog.pl
blog ksiażki która jeszcze sie nie ukazała... i pewnie nie uda sie jej ukazać... dziewczynki z zapałkami, która boi sie tak poprostu wypalić niezauważoną..
kolejna-monika.eblog.pl
prawda czy wyzwanie?
iceflame.eblog.pl

O Szablonie


© Goddess Layout
Design: Caroll
Picture: Caroll